Nowe ścieżki
Listopad 27, 2011
Proszę mi wybaczyć za ten klasyk na dzień dobry, ale od momentu kiedy usłyszałem utwór na serwisie www.unhearit.com ciągnie się za mną i niekoniecznie mi to przeszkadza.. za wyjątkiem tych chwil, kiedy zdaję sobie sprawę, że musiałem wyglądać jak idiota udając wokalistę, a ludzie przez okno mieli ubaw ze mnie
„czasem” muszę poczuć trochę szaleństwa.
Swoją drogą, szmat czasu zszedł od ostatniego vloga, audiologa, czy też najzwyklejszego wpisu. Nie martwi mnie to wyjątkowo, od pewnego momentu to było takie, jak robienie spaghetti na szybko oraz codziennie. Niby fajnie, smakuje Ci, ale w końcu makaron wychodzi Ci uszami, a sos cieknie z oczu -- nie najprzyjemniejsze doświadczenie. Zapewne już niedługo będę miał to samo z wyżej zamieszczonym utworem.
La la la la laooooooo… oh god, help me.
Skoro wkręciłem już wątek z muzyka i różnorakimi utworami, muszę przyznać, że przerzuciłem się na prawie wyłącznie muzykę filmową. Żeby było jeszcze gorzej, stale ją odsłuchuję na Youtubie, gdzie nalicza mi się licznik obejrzanych filmików. Teraz owego licznik nie umiem znaleźć, ale jeszcze 5 lat temu miał nabite 11 tysięcy odtworzeń, więc boję się teraz na niego spojrzeć..
Niedługo nadchodzą święta, po nich nowy rok, a później fajerwerki na sesji egzaminacyjnej. Zapowiada się obiecująco i bezstresowo, gorzej jednak z laboratoriami na uczelni. Czasem mam wrażenie, że pewna Pani Laborantka, czerpie przyjemność z udręki innych. Dobrze, że nie ma odgórnego limitu zwróconych sprawozdań, bo z takim tempem rozwoju sytuacji skończyłbym w kryminale. Na szczęście nie będę niszczył krzeseł, ani przebijał opon czy podpalał przewrócone intencjonalnie pojazdy komunikacji publicznej, bo nie warto. Wiem jednak jedno, że wymaganie, a robienie problemu z mało istotnych rzeczy, to nie to samo, z czego sobie ta urocza Pani nie zdaje sprawy nierzadko.
Coś czuję, że wraz z pracą, wraca mi chęć na blogowe pisanie



















