There was a Hole here. Now it’s gone.

Zamieszczone dnia 06/02/2010

Nie ma źle, zacząłem męczyć layout, w tym tygodniu a może nawet dziś, będzie widniał. Nie trzeba zaglądać co chwilkę, bo pewnie na statusie gadaczowym będę się chwalił.

Również ruszyłem zakurzony tablet, powstały nowe prace. Muszę stwierdzić, że im starszy jestem to moja percepcja i ogólna uwaga polepsza się, bo jak już mi się zaczęły moje WŁASNE rysunki podobać, to już jest dobrze. A to może dlatego, że teraz mam swoją własną muzę? W każdym razie, jeszcze wam nie pokażę, bo w gruncie rzeczy nie ma co, bo tego wolnego czasu aż tak bardzo nie mam, a jak już mam, to przeważnie są inne priorytety.

Ogólnie, jest dobrze, będzie jeszcze lepiej. Jak to zwykle bywa i jak to zwykle mam w zwyczaju, pracuję nad sobą i wyrzucam z siebie obiektywne wady. Również, nadchodzi dla mnie pozytywny czas, bo czuje jak jesienno-zimowa chandra opuszcza moje ciało i umysł. Co to oznacza? Szymon znów stanie się bardziej energiczny, bardziej pewny siebie, bezwzględny, stanowczy, porywczy i w ogóle, w końcu zachce mu się żyć i przestanie mówić “nie chce mi się nic”. W końcu przestanie wszystkim przesadnie się przejmować, ale nie porzuci tego co ważne.

Nie denerwować mnie, bo się zdziwicie.


01:12 siedzę i słucham panią Sarę McLachlan, która sprawia swoim głosem, że się rozpływał i spoglądam na niebo w poszukiwaniu gwiazd, których nie zastaję, a jedyne świetlistą łunę znad węzła autostrady. Wzięło mnie, jak to w każdą noc na refleksje. Refleksje typowe chyba dla mojego stanu, szczególnie że jest stały w swojej zmienności – uczę się, poznaję dopiero, pomimo że wiem.

Odchylam głowę i sobie wyobrażam wirujący nieboskłon, przypomina ruch moich myśli w głowie, krążą głównie wokoło jednego celu, od czasu do czasu wystrzelą jakąś kometą. Obiekt  reaguje i dzieje się kosmiczna chemia.. Budzi się kreatywność, rozum dojrzewa, wyrastają skrzydła, serce przyspiesza, łączą się ogniwa przywiązania.. czuje się jak w magicznym kotle, tylko do ognia samemu nie można dorzucić, ktoś musi pomóc żeby ogień nie zgasł, a woda wrzała.


Nie tak dawno przekonałem się, jak to bardzo potrzebuję człowieka, chociażby tylko po to, żeby na kogoś innego się wkurzać. Doświadczałem izolacji przez dwa dni, leżąc w swoim łóżku, czasem trzymając laptopa na kolanach. Gdy czujecie jak głowa wam pęcznieje oraz jak krew przez nią przechodzi, jest to uczucie nie do zniesienia. Nikomu tego nie życzę. Co było przyczyną? nie mam pojęcia, bolało i tyle.

Leżąc tak, gapiąc się wyłącznie w sufit, gdyż oczy nie zamykają się z bólu, bądź to z braku zmęczenia(a się nie przymusisz), zaczynasz zauważać, jak wiele ciszy potrafi się wokoło Ciebie wytworzyć. Wszyscy w pracy, w szkole, na zakupach, telewizory powyłączane(niby dobrze), nie słyszysz sąsiada jak wchodzi na mało przyzwoite strony, zapominając, że wcześniej słuchał głośnego techno… kompletnie nic. Cicho.

Cicho aż boli, czujesz wyłącznie biały szum który generuje otoczenie. Normalnie nie zwracasz uwagi, ponieważ zawsze masz co robić, czym zająć myśli, a kiedy koncentrujesz się na okresowym, pulsującym czuciu wewnątrz czaszki, nawet takie nic nieznaczące zakłócenie stwarza problem.

Nie chce trafić do izolatki kiedykolwiek, myśli same mnie zabiją.


Kto odpowie?

Jak nazywa się to uczucie, kiedy oddajesz drugiej osobie moc, dzięki której może Ciebie zranić straszliwie, w nadziei  że tego nie zrobi?

Your music | Jackal’s eyes

Zamieszczone dnia 21/01/2010

Z dedykacją.

Damn, dawno nie pisałem na blogu. Jakoś nie było okazji, no ale… znalazła się na szczęście.

Miała być nowa szata, jest nowa szata, ale na moim dysku twardym i sobie czeka, aż wyrzucę z niej błędy o charakterze technicznym. W sumie, nic interesującego, ale jak się ma cykliczny i systematyczny tydzień, ciężko cokolwiek wcisnąć między zajęciami. Matura coraz bliżej, a powoli nie wiem jak co do czego się zabrać. Oczywiście wszystko spokojnie… systematyczną pracą można cuda zdziałać.


Wyczerpany po typowo czwartkowym dniu, opieram się o rant biurka, wsłuchując się w linie muzyki sunące przez pokój, mam ochotę umrzeć i rozsypać się i tak sobie leżeć, aż ktoś przyjdzie i poskłada mnie na nowo. Niestety, życie nie jest takie proste i od zmęczenia się nie umiera tak szybko.

W moim chemicznym gaju, zamieszkał nowy pierwiastek. Ulatnia się, opada, wznosi, miesza, reaguje, pochłania i oddaje ciepło, niszczy buduje – zmienia. Biegnę za nim, ale on mi ucieka! Przeczesuje krzaki, wchodzę na korony, kopię w korzeniach. Szukam, widzę! Łapię!

Och.. tyle zamieszania we mnie robisz kruszyno! Czymże jesteś, że taki bałagan robisz?

Żeńskim pierwiastkiem.


Człowiek ostatnio bardzo mnie interesuje. Sposoby jego zachowania w szczególności. Potrafi podejść do Ciebie, złapać za krtań, ścisnąć razem z grdyką tak mocno, aż krew wycieka z oczu i uszu. Cieszy się, gdy też krwią zachlapiesz jego lico, a gdy już ledwo żyjesz, śmieje się i pozostawia na bruku, odchodzi, a ty słyszysz tupanie głuche.

Idziecie ulicą z znaną wam sylwetką, ta sięga do twojego barku, myślisz że chce Cię przygarnąć, objąć, okazać czułość, lecz jedynie co czujesz, to przeszywający ból, wyczarowane ostrze w plecach. Mieszasz się, nie wiesz co zrobić. Spoglądasz na twarz, widzisz uśmiech szeroki jak otwarta brama, automatycznie go odwzajemniasz i to Twój błąd, po chwili postać odchodzi, a Ty idziesz jak ten jeżozwierz przez życie z stalowymi piórami świecącymi w mroku i ciąży Cię, ciąży i ciąży. Myślisz, że wybaczysz i miękniesz, pozwalając głębiej się wsuwać pióropuszowi…

A Ty, jak ten debil, idiota, kretyn, naiwniak pozostawisz ten tępy uśmiech. Z czego się cieszysz imbecylu jeden?! Pozwolisz żeby nogą Cię w ziemię wbijano? posoka własna zalewała? usta brud wypełnił? oczy szczury wyjadły? pies naszczał? robaki zjadły..

A leż! Niech Cię depczą, niech skaczą, niech kości łamią i rozkradają, jak głupi jesteś… tylko przestań się uśmiechać, bo już patrzeć na Ciebie nie mogę…

Po prostu przestań.

Męczysz się tak i wijesz. Nie rozumiesz? Leż tam i umrzyj. Po co wstawać? Po co iść? Lepiej zostań. Ludzie przejdą zignorują, bo taka ich natura, szybko się nudzą. Campo Di Fiori – jak rzymianie wrócą do swoich zajęć. Owoc opadnie, przytoczy się, sprzedawca podejdzie i zabierze sprzed nosa, nawet nie zauważy, a Ty sobie leż i nic nie rób. Odpocznij sobie, niedługo się skończy.. Co Ty robisz? Chyba nie chcesz wstać? Cha cha, przestań się błaźnić i tak zaraz tu wrócisz, taki już jesteś. O! Jak ten chodnik pod Tobą! Niezauważalny, nudny i brudny. Żałosny! Możesz już przestać?Och, ale jesteś uparty..

Dobra, stoisz i co z tego? Gdzie to idziesz? Po co?na co? do kogo?

Niech Ci będzie.

Pierdolenie, bo i tak wstanę.


“(…) podziwiam Cię za cierpliwość.” – by someone really important.

New Theme

Zamieszczone dnia 23/12/2009

Jak widać, blog zmienił swój wygląd. Przerzuciłem się na klimaty lat dwudziestych lub coś koło tego.

Jeszcze mam parę rzeczy do poprawy no i stworzenie na nowo podstron, no ale to na dniach.

N joy


Ze względu na poważne trudności techniczne, muszę na dzień dwa ściągnąć nową szatę.

Mad Or Passionate?

Zamieszczone dnia 23/11/2009

Madafaka at last! Przezwyciężyłem lenistwo i postawiłem tego bloga na poprzedniej maszynie. Niestety, dopóki sam nie załatwię sobie jakiegoś lepszego łącza i podłącze swoją maszynę, będę sobie tak wędrował. Poprzedni host, spotkał się z almighty yogurt of death i padł pod presją jego mleczności.

Już mamy koniec listopada, a ja nie bardzo mam ani ochoty, ani siły na wzmagania majowe, już nie wspominając o braku czasu, a gdy już go mam, bezproduktywnie siedzę i potem zadręczam wzrok, wbijając go w sufit każdej nocy, a przed moimi oczyma fruwają sobie zjawy martwych marzeń. Śmieją się ze mnie! przelatują przed moim nosem, trą o czoło swoimi czarcimi postrzępionymi ogonami i szczują! A mi piana leci z ust! Ja już siły nie mam, żeby wyciągnąć grabie, przeczesać powietrze i zmieść majaki sprzed oczu.

Widzicie co się dzieje z człowiekiem, jak po nocach nie śpi i to bez żadnego konkretnego powodu. Majaczy i mówi do siebie.

Znów w moim życiu nastał okres samotności domowej. Prawdopodobnie święta sam będę spędzał, ale ja to sobie coś wykombinuje. Już mam mnóstwo ofert na gościa wigilijnego, delegacje na pierwszy dzień, a na drugiego pewna ważna osoba się deklarowała, że mnie odwiedzi. Zobaczymy co z tego będzie, mam nadzieje, że odwiedzą mnie duchy świąteczne, bo jak mam znowu mówić sam do siebie przed telewizorem albo przenosić się w bajkowy świat, bo ten wirtualny mi już nie starcza, to mi się nie chce.

Lubie spędzać czas sam. Mianowicie nie do końca sam, bo jest mój kochany króliś! <3 I tak sobie siedzimy razem i tworzymy fantomy wyłaniające się z różnych szpar mieszkania. Patrzą na nas swoimi białymi jak śnieg białkami, obdarzają szerokim ostrym uśmiechem w czasie lotu, z jednego końca pokoju w drugi, pozostawiając gęstą jak smoła smugę, która rozpływa się w eterze.

Lubie czasem podejść do okna i spojrzeć na świat oczami fantazji. Szare niebo przyozdobić o zorze świetliste. Dzień momentalnie zamienić w noc, rozsypać gwiazdę na niebie, powiększyć szary glob, wpuścić mgłę, podsycić trawę, zburzyć z dwa budynki i wstawić drzewa, wyłonić skałę, zalać jeziorem i przeorać rzeką po horyzont.

Tymczasem patrze ukradkiem w książki, na moim biurku, które szybko przywracają mnie do rzeczywistości. Kurtyna opada, przedstawienie się kończy, oklasków nie ma, bo publiczność również fantastyczna.

Codziennie igram z swoją wyobraźnia, ale jak przysiadam do geometrii to jakoś wysiadam…