Archive for January, 2009

Szyk dwu fazowy.

Saturday, January 31st, 2009

Nie.

Nie będę okazywał słabości, bo to żałosne.

Tęsknota

Saturday, January 24th, 2009

Porządkuje. Zbieram rzeczy z biurka i ustawiam je ładnie na półeczkach lub przysuwam je tak, żeby były krawędzią równolegle do kantu blatu czy półki. Podlewam drzewko i inne roślinki które mam w domu(od kiedy dostałem swoje bonsai, naszła mnie dusza ogrodnika i dbam o wszystko). Jeszcze nawóz do bonsai, oberwię parę gałązek(bo skubany wiąz szybko rośnie) i opryskam dla zwilżenia. Potem na wagę, wskazówka jeszcze nie zmieniła pozycji na mniejszą, o tyle dobrze że nie na większą. Idę do klatki królika “pomeldać” po futerku. Ciepłe mleko i spać…

No tak! Jeszcze zasłony!

Podchodzę do zasłon i chce je przestawić… ale w tym momencie wgapiam się w nocne niebo którego nie ma. Oczy krążą po nieboskłonie. Nic prócz ulicznych latarnii i domostw nie świeci. Gdzieś ucieka ode mnie energia i entuzjazm. Bezkresna czeluść nieba mi je odbiera, nie ma o co się odbić. Nie ma jak wrócić do mnie.

Jak byłem mniejszy, zawsze lubiłem wpatrywać się w nocne niebo. Cieszyło to moje oczy, a zarazem pochłaniało tak, że czas stał w miejscu dla mnie i dawał mi odrobine nieśmiertelności w chwili kiedy ja zanurzałem się w myślach, marzeniach bezkresnych o dalekiej przyszłości. Jak byłem w mieście, nie miałem takich samych widoków jak u dziadków na podwórku kiedy wszyscy spali a dzikie psy wyły wraz z wiatrem. Nie raz udając się do toalety otwierałem zamek w drzwiach i wykradałem się na te parę chwil by w towarzystwie naszych psów, siedząc na zimnej, wilgotnej ziemi, podziwiać sklepienie niebieskie. Po nocnym seansie wracałem pod grubą, puchowatą, gęsią pierzynę. Cały schłodzony, po półgodzinnej może więcej projekcji…

Będąc w mieście, traci się te uroki. Wszyscy wiemy że światło(odbite w sensie) nieba przegrywa z aktywnością nocną miast. Dlatego się tego nie praktykowało. Potem o tym zapomniałem…

Pewnego czasu, obudziłem się gdzieś koło 2-3 w nocy- Pieprzony nos! – Zaraz po wstawaniu miałem zwyczaj zaklnąć do siebie. A miałem prawo bo to środek tygodnia był, a ja budzik na 6.15 i parę sprawdzianów na głowie na następny dnień. Znów oddychać nie mogłem- Czas na wspomagacze – udaję się do szafki kuchennej, gdzie zazwyczaj trzymałem medykamenty swoje. Rozglądam się, patrze, o jest! Sięgam po butelkę i zamieram.

Wielki srebrzysty glob przed moim obliczem, świeci łaskawie w me oczy, pobudza myśli i wyobraźnie. Towarzyszą mu gwiazdy rozjaśniające niebo i odkrywające ciemne wstęgi , które rozpływają się po czeluści i znikają za horyzontem wodząc moją wyobraźnię i umysł dalej, pozostawiając cielsko w kuchni przed oknem z wyciągniętym ramieniem na wskroś mojego ciała. Chłód z płytek przypomina mi o ziemi wiejskiej, a dźwięk kapiącej wody w zmywaku przeistoczył się w głuche echo pól. Znów ogarnął mnie bezkres. Wydawało się że moje ciało stawało się lżejsze. Czułem, że mógłbym rozdzielić się z ciałem i popędzić w nieznane. Widziałem niebieskie nici przytwierdzone gęsto do moich członków. Chciałem je rozerwać w desperacji, czułem jak niebo ucieka, ale jedwabista pajęczyna trzymała mnie mocno, nie pozwalała odejść. Robiłem się zły, powoli wściekły, gotowało się we mnie! Rozrywanie dłońmi nic nie dawało! Noże były tępe, zęby za słabe… Co to?! Dystans między nami się skraca! Zapierałem się czym mogłem! Palce mi się ześlizgiwały z ram okna. Zostawiałem smugi na szybach. Chciałem wyrwać klamkę! Po chwili pac! Czuje jak coś albo ktoś chwycił mnie za bark i potrząsnął…

To była moja matka. Z dziwieniem patrzy się czemu stoję sam w kuchni.

Powiedziałem jej że troche zagapiłem się w niebo, tylko chwilka…. popatrzyłem na tarczę zegara, uświadamiając sobie że ta chwilka trwała prawie 37 minut. A ja nic tylko stojąc czułem się bardziej zmęczony. Poszedłem spać.

Od tamtej pory nie leczyłem już swojego nosa, a gdy wstaje w nocy już nie idę spać. Siadam przy oknie i czekam…

A więc zasłaniam zrezygnowany okno kotarami. Dziś znów nie ma przygód, dalekich wędrówek i dzikich przestrzeni. Zostałem ja sam i moja tęsknota.

Dziś znów śpię na głodzie…

Publikując tę notę patrze ostatni raz przez okno…

untitled-1

Nie dziś.

And a new life begins!

Sunday, January 11th, 2009

Hellou!

Moja matka opuściła już te skromne progi. Znów zostałem sam! :D

Uwielbiam taki porządek rzeczy. Wszystko po mojej myśli, sam się organizuje, sam ustalam piorytety, jestem efektywny i mam wszystko na czas, nie licze na kogoś ino na siebie, więczny porządek mam, wszystko się świeci aż miło… po prostu idealnie!

Oczywiście, nie jestem głupi i nie organizuje imprez na masową skale, zaowocowałoby to tylko utratą zaufania moich rodziców i tatko szybko zmieniłby prace na krajową a nie… zagraniczną.

Trochę z innej beczki.

Ha! Otrzymałem lustrzankę cyfrową! I już świruje na tym punkcje(może to nie dlatego że cykam zdjęcia, a bardziej podniecam się optyką i elektroniką w niej zawartej), eksperymentuje jak się da, muszę jakoś wyprzeć z siebie mój lack of skillz and abilitiez. Wszystko z czasem! Ale kurde, drogie to hobby. Przydałby się jakiś dodatkowy obiektyw, no i statyw. To drugie bardziej dostępne, ale na to pierwsze postanowiłem głodować by z pieniędzy na żywienie uzyskać dość spory zastrzyk a może za miesiąc sobie już coś dokupie! No ale pewnie po drugim dniu z moim apetytem powiem że lepiej załatwić sobie zlecenie xDD

Oczywiście ja za bardzo podniecony jestem, a tak naprawdę z tym kitem w zestawie da się dużo rzeczy porobić i sądze że zatrzymie się na statywie i po jakimś czasie zdecyduje się na kupno czegoś konkretnego.1208003804952

Po za tym niewątpliwie ten cyfrak wpłynie na moje zdrowie(fizyczne oczywiście, bo psychicznie mi nic nie pomoże xD) pozytywnie. Jak? Zaczne wychodzić z domu…

Fukken New Year

Saturday, January 3rd, 2009

Fukken New Year everyone!!!!!!!!!!!!!1!111111!!!!111eleven!!1

W sensie że ma być przefakanie pozytywny oczywiście.

Jak już ostatnio wspominałem. Nowy rok to również nowe postanowienia, obietnice i nadzieje. Cóż, nie zamierzam próżnować i w ramach doskonalenia się nałoże na siebie jakiegoś dyscyplinarskiego bata na dzień dobry, żebym się za luźno nie poczuł. Znając życie i po pewnym czasie zaczne mniej machać tym bacikiem(często ma miejsce niestety), ponieważ mam multum innych rzeczy które będą mi przeszkadzały. Dla przykładu: spotkania, obowiązki domowe których będę miał więcej za niedługo, no i taki niesystematyczny tryb życia człowieka rozprasza. Już nie wpominając o tym że dla osoby lubującej się w zanurzaniu w głąb swoich fantasmagorii problemem będzie utrzymywanie takiego tempa. No ale zobaczymy jak to będzie.

Moi rodzice wyjeżdzają na zachód, cztery miesiące błogiego spokoju

12027479613Nie, wcale z tego powodu się nie smucę. Jestem samotnikiem z natury(ten kto czytał about by wiedział to i parę innych faktów) i mało rodzinny. Są tego plusy również, cisza w domu poprawia efektywność mojej pracy(chyba wiadomo dlaczego). Również i minusy, za utrzymanie płace z swojego konta, oczywiście wszystko do mnie wraca, ale nie lubię jak znaczące cyfry się zbliżają coraz bardziej do zera…

Hah dobra nie ważne.

Och nie, znów szkoła się zbliża. Czas znów kłaść się wcześniej do łóżeczka i wstawać o 6.30 akurat na styk, bo ma się tą tendencję do włączania trybu drzemki i wstawania o 6.39. Potem ino nogi w kapcie, idziesz do kuchni, stawiasz wodę, wsypujesz kawę, idziesz do łazienki w której dzieje się zilion magicznych czynności w czasie akurat potrzebnym do zagotowania wody. Więc jak się wyjdzie to już się kawe zalewa i idze się ubierać. Potem tylko człowiek siada, pochłania napar i udaję się na przystanek. A gdy tam dotrze, zaczyna człowiek klnąć bo jebany szmaciarz pojechał już, a gdy patrzysz na swój zsynchronizowany atomowo zegarek, widzisz że o dwie minuty za wcześnie przyjechał, czyli TY o dwie minuty się spóźniłeś w mniemaniu kierowcy.

Więc czekasz na następny, w którym wozi się banda debili, ponieważ zawsze nie ma miejsca. Dlaczego? Drzwi się otwierają, patrzysz – O w mordę! – Ludzi przy drzwiach napchanych że aż niemożliwe. Wbijasz, obracasz głową dookoła, nie raz wykręcając bardziej niż możliwe 100 stopni i widzisz że zaraz obok masz tyle wolnego miejsca, że mógłbyś się położyć a nikt by nawet Cię nie nadepnął. Chcesz tam przejść, a każdy na wszystkie możliwe sposoby Ci przeszkadza, czy to ręki nie usunie, pcha się na ciebie, udaje że nie potrafi się przesunąć, a tu jakiś kretyn znów ma założony plecak i stoi jak ten pacan któremu z chęcią bym sprzedał takiego buta żeby mu ten plecak na stałe przytwierdzić i w ten sposób zmienić jego przynależność z naczelnych do torbaczy. Więc nie masz innego wyboru i musisz użyć perswazji albo siły. Gdy pytasz się czy ktoś zrobi miejsce, patrzą się na Ciebie jakbyś ich chciał wyrzucić z autobusu, bo powiesz im że tam jest więcej wolnego. Niektórzy Cię ignorują nawet. Więc niestety jak to zwykle bywa, używasz łokci i mighty stalkap żeby wymusić swoją wolę. To zawsze działa.

Hah! Dzisiaj idę wcześniej spać! xD

1223767856736