Archive for March, 2009

Changes

Saturday, March 28th, 2009

Hiho

Zarejestrowałem sobie domene globalną, planowałem to od jakiegoś czasu. Cena w sumie taka, że się jej nie odczuje(chyba że to zmienią).

1207975085879Jak narazie jest ona nakierowana na bloga, ale planuje zmobilizować moje siły i w końcu wziąść się za zrobienie:

a) Własnego bloga

b)Szkicu portfolio

Zapewne będę korzystał z mądrości ludu Stainicy (bez obrazy, nie chciałem podać nicka), ale to nie tak że będę zasypywał pytaniami, więc spokojna głowa.

A więc zapraszam od tego momentu na www.thelunaticmoon.com

Kungfufighting

Friday, March 27th, 2009

Właściwie to karatefighting, ale słuchałem przy tym piosenki fat boy slima, każdy chyba zna ten dyskotekowy przebój xD

kungfufightingAch… te wspomnienia z karate. Nie każdy wie że uczęszczałem parę lat na tą dyscypline. Czemu nie chodzę? A bo były problemy w rodzinie, czasu nie było i zbyt wiele upokorzeń związanych z “powrotami”. Więc jak wrócić to nie do knurowskiej grupy, ale dam sobie spokój do czasów studiów, bo matura te sprawy serious business.

Och tak, statyw daje wiele możliwości. Tutaj podziękowania dla kumpla z klasy Rbx, bo mam okazje poćwiczyć z statywem i mnie nie pogania, no ale w końcu kupie swój.

Shoop da Szyk

Tuesday, March 24th, 2009

Nudziło mi się

shoopdaszyk

Ale podoba mi się xD

Zdjęcie z Sylwka 2000 dziewięć który spędzałem z kochaną osobą.

Pozdro dla niej.

PS.

Miło się dziś zdziwiłem, jak zobaczyłem mój blog na liście top-pl na wordpressie. Dzięki wam wszystkim!

Double K

Sunday, March 22nd, 2009

Piątek, godzina 23:00 czasu polskiego chyba. Układam ryż w kulki, przygotowuje się na jutrzejszą podróż. Biegnę odwiedzić pobliski ATM z PKO S.A. wypłacam pieniądze idę spać.

Godzina 7:00. Wstaję, przebieram królikowi, daje mu jeść, meldam go. Przybywa towarzysz broni.

Godzina 8:00. Udajemy się po kolejnego uczestnika wyprawy, spotykamy go i udajemy się na przystanek.

Godzina 8:10. Nadal czekamy na przystanku.

Godzina 9:05. Wyruszamy do Katowic linią 870.

Godzina 9:40. Katowice. Pochłonięci rozmową, zagapiamy się i zostajemy ochrzanieni i wyrzuceni z autobusu.

Godzina 10:10. Empik. Radośnie przeglądamy prasę, gadgety i kupujemy np takie pierdoły. Jak widać, bawimy się dobrze. Nawet znaleźliśmy zabawki dla dużych chłopców.

Godzina 10:34. Mój geniusz znów zaowocował. Zostaliśmy wyrzuceni w wulgarny sposób przez ochroniarza przy próbie zrobienia sobie zdjęcia przy głupich grach. Nie pomogły argumenty, że nie widziałem żadnego napisu czy też icony na ścianie, a jakoś nie wyborażam sobie żeby każdy klient musiał znać “regulamin handlowy” co do punktu. Dając za wygraną, bo chciano nas za każdym razem skierować do kierownika, opuszczamy lokal i tak jak to powiedział towarzysz broni Ćwiergol:”Empik – Pełna Kultura? No coś mi się tutaj gryzie…”.

Godzina 11:00. Dowiadujemy się, że w McDonaldzie jak i w innych organach policyjnych jakim są sklepy handlowe nie można wykonywać zdjęć. Kompan narzekał na złą jakoś “tortilli” a ja zaś z pozostałym towarzyszem, zastanawialiśmy się czy to już jest ta pora, gdzie w shakeach nie znajdziesz “niespodzianek”. Żałujemy, że nie zapoczątkowaliśmy jakiegoś flejma w Empiku wcześniej.

Godzina 11:20. Dworzec Centralny. Robimy parę zdjęć, oczywiście jestem początkujący i moje prace nie mają poziomu, ale tu i tu macie fajne widoki. Bolał mnie brak skilla oraz teleobiektywu. Wszystko z czasem.

Godzina 11:35. Jako mózg operacji postanowiłem uzyskać informację w kiosku Ruch. Po wsadzeniu głowy przez trójkątne okienko witam się z Panią na przeciw mnie, zauważam kątem oka, że towarzyszy jej wąsaty mężczyzna więc i z nim się witam, po czym ten znaczy ta mnie poprawia że: “Właściwie to Pani”. Strzelam głupią minę, przepraszam i informacja zostaje mi udzielona.

Godzina 11:45. Udajemy się do celu z nowymi doświadczeniami. Moi towarzysze broni nauczyli się sobie radzić w sytuacjach kryzysowych, a ja sam wyszedłem z mocą zamieniania kobiet w shemale. Jestem taki uber.

Godzina 12:00. Jesteśmy przed obiektem. Czekamy i posilamy się przed budynkiem TVS.

Godzina 13:00. Seans Hanami. Nie mam zamiaru spoilerować filmu. Polecam po prostu.

Godzina 15:00. Ja i moi towarzysze jesteśmy podirytowani faktem, że nie zdążylismy na zajęcia z sushi i na degustację. Udajemy się na godzinną przerwę poza obiektem.

Godzina 16:00. Rage mode, okazuje się, że po prostu na seanse i inne atrakcje, zdjęcia zostały już dawno wykupione, bo ISTNIAŁA rezerwacja, o której w ogóle nie mieliśmy pojęcia.

Godzina 17:00. Udajemy się na posiłek. Kebab z sokiem z chmielu dobrze nam zrobił. Wspominaliśmy zdarzenia z dnia.

Godzina 17:10. Udajemy się na dworzec żeby ogrzać nasze siedzenia. Po drodzę, wpada na nas ćpun z “sprawą”. Mówimy, że nie mamy drobnych koleś odchodzi(oj tak jestem zły). Wpadamy na pomysł, że następnym razem powiem, że nie mam rozmienić z “1000 zł”.

Godzina 18:00-20:00. Podróż z Katowic do Knurowa.

Godzina 20:10 – 23:00. Odwiedza mnie przyszły ksiądz. Przychodzi gość z siatką soku z chmielu i tak czas mija. Przyjemnie się rozmawia.

Godzina 23:00 – 9:00. Śpie.

Godzina 10:00. Zostaje obudzony rykiem z telefonu. Spadam z łóżka, zbieram się i odbieram. Kuzyn zabiera mnie z rodziną na wyprawę do Krakowa. Nowym przygodą nigdy nie można odmówić!

Godzina 11:00-13:00. Dojazd wraz z błądzeniem po mieście. Kierowca był dobry, jednak nawigacja pokładowa już trochę mniej.

Godzina 13:02. Odbieramy bilet parkingowy i udajemy się na zwiedzanie Wawelu i jego atrakcji. Temu panu, którego widzicie na drugim zdjęciu, zawdzięczamy darmowe bilety na wystawę zbroi i broni, akurat dla pięciu!

Godzina 14:00-15:30. Zwiedzamy zbrojownie. Unikamy anihilacji naszego Anglika w drużynie. Pani organizatorka, dostała rage’a na widok flasha wytworzonego przez aparat Mathtewa. Miała pretensje do niego, że nadal wykonuje zdjęcia pomimo wcześniejszego ostrzeżenia go w języku POLSKIM, nie zwracając uwagi na to, że jest obcokrajowcem i należy mu to powiedzieć po angielsku. Polska.

Godzina 16:00. Zwiedzamy rynek i Sukiennice. Nic ciekawego, wszyscy to znają.

Godzina 17:00. Stołujemy się w gruzińskiej restauracji. Jadłem bardzo dobry talerz gruziński, ale że ten lokal również należył do organów państwa policyjnego, postanowiłem nie robić wam zdjęcia tego smakowitego wytworu. Potem na deser shake z innego organu.

Godzina 18:02. Ze względu na małofortunną pogodę, bo padało dość znacząco, postanowiliśmy skrócić wyprawę i udać się do domów.

Ogólnie. Weekend bardzo dobrze mi minął. Mogłem narzekać wyłącznie na pogodę, bo ta najbardziej mi przeszkadzała, również na regulamin handlowy jak i na ludzi dla których drobnych nie miałem, bo na wino nie daje.

Pamiętajcie, tego i tego lokalu należy unikać!