Archive for June, 2009

Redecorating – teh sequel

Monday, June 29th, 2009

Dwa tygodnie minęły, a tu co? Wiadomo, łazienka nadal nie skończona. Jak było tak jest, jedynie tyle, że plastikowe rurki mam w korytach i trochę zwisających kabli z sufitu i ścian. Nie podoba mi się to wszystko. Może wyglądałoby to trochę inaczej, ale niestety – główny fachowiec zachorował. Rozłożyło go jakieś zapalenie, czy infekcja stawów. W sumie, to nie ważne co, ale nie ma go tu już od chyba tygodnia i w zamian wysyłał swojego leniwego syna, który przychodził od 15 robić po 3-4 godzinki, przy tym pił sobie piwko i krył się z tym. W sumie, nie miałbym nic przeciwko, gdyby nie to – że nic nie zrobił. Młotkiem to ja sobie mogę postukać sam po tej ścianie i nie tylko! I żeby tego było mało, jak ojciec przyjechał, stwierdził, że źle szpachlował ścianę. SUPER. A dziś dowiaduje się, że sierota nogę złamała schodząc po schodach. Grejt. Na szczęście główny fachowiec wraca w środę.

Oczywiście ja zebrałem opierdol, że nic nie zrobione i że źle zapamiętałem ile zapłaciłem za grzejniki.

Musiałem sobie poprawić humor. Jak najlepiej, sobie Szyk poprawia humor? Cóż, nie ma to jak zjebanie komuś innemu dnia xD Najlepszy nagły popłoch i oburzenie. Cóż, tak samo mógłbym być oburzony tym, że ci tam robili mało przyzwoite rzeczy przy dzieciach(których tam nie było, ale co tam xP Niech mają). Cel osiągnięty! Humor poprawiony!

Zapewne spotkam się z dezaprobatą, bo ciekawe czy mi by było miło. Szczerze? Pierdoli mnie to, a tak w ogóle, nie jestem za mizianiem, lizaniem i pettingiem w miejscach publicznych, w przedziale godzin dziennych(za seksem publicznym i ekshibicjonizmem też nie). Tak samo mnie wkurwia, jak ktoś targa ślimaka w busie. Kurwa, mam ochotę zabić takich w tym momencie. Przebić głowę, jakimś metalowym prętem, żeby zostali tak skoro nie mogą wytrzymać bez tego. Ludzie! zachowujcie takie rzeczy dla siebie, albo przynajmniej idźcie w nieco zaciszne miejsce. Bądźmy ludźmi, bo inaczej traficie na zwierzęta prowadzące się prawem dżungli – takie jak ja.

RRRRRRRRRRRRRRAAAAAAAAaa

Bo mniejszość narodowa was pogryzie!(taa mam podwójne obywatelstwo)

Z innej beczki.

Siedzę ostatnio i szlifuje swój angol, bo w końcu rok maturalny, egzaminy i wszystko. Jak szukacie naprawdę bardzo dobrej książki do gramatyki angielskiej – to polecam Raymond Murphy “English Grammar in Use” 3rd edition. Kopie mocą. Naprawdę, przyjemnie się z niej korzysta, ćwiczenia są i wszystko co potrzeba do matury rozszerzonej. Co nie oznacza, że ktoś, kto tylko podstawe zdaje, nie znajdzie w niej pomocy.

Pathetic

Friday, June 26th, 2009

Żałosne.

Upadam, ale znów powstaje.

Walczymy dalej, twardy jestem.

Meet teh Constructor

Wednesday, June 24th, 2009

Ostatnio nic wielkiego się nie dzieje. Oprócz tego że dostaje Madness na punkcie remontu, który z dnia na dzień robi się coraz bardziej interesujący.

Nie jest źle, mnie się nie śpieszy. Mam więcej okazji do kąpania na drugim mieszkaniu(głęboka wanna – do want).

W nadchodzący piątek, zdaję poprawkę. Tymrazem mi się uda. Nie ma innych opcji… no chyba, że budynek by się zawalił albo prąd by mi odcieli, tylko w takim przypadku, zawszę mogę kontynuować w późniejszym terminie.

Chyba upodobania mi się zmieniają.

Nie danwo, zająłem się tłumaczeniem pewnego tytułu autorstwa Dana Kima. Masakryczny ubaw przy tym miałem, oraz nauczyłem się wiele zwrotów i konstrukcji. W tym miejscu specjalne podziękowania dla Martionsa, bez którego moje wypociny wyglądałby znacznie mniej reprezentacyjnie – mastah of teh grammar… he is. O wielki mistrz Kim, raczył zgodzić się na moją prośbę i postanowił mnie wspierać linkiem do mojej skromnej domeny. Mam nadzieję, że mój transfer miesięczny na tej maszynie, nie wyczerpie się szybko… ewentualna zmiana hostingu nie leży mi, ale bez wątpienia w przyszłości się przyda taki support.

A tutaj możecie zobaczyć jak wygląda EXTREME MAKEOVER Szyk’s Edition – o tutaj. Brzydkie miny są brzydkie, ale z takim ryjem nie ma znaczenia xD

Jak ktoś nie wie o co kaman w tym powyższym, to zapraszam do linków i proszę obejrzeć wszystko co jest EXTREME!

Ostatnio zrobiłem rekonesans po materiałach przygotowawczych. Doszedłem do wniosku że trzydzieści procent udziałów będzie miała księgarnia, a sześćdziesiąt procent internetzy. A co z pozostałymi? To magiczny proces, dręczenia ludzi na skypach, chatach, forach oraz trollowanie na 4chanie.

Przeszukałem Internet, żeby obadać, co ciekawego piszą na temat tego mało znanego IELTS(egzamin językowy z angola). Oczywiście, jak się spodziewałem, ogólna opinia – jest masakrycznie trudny. Jak jest w rzeczywistości? wystarczy się do niego przygotować, pod kątem “pisz by zdążyć i mieć dobrze”.

Jutro do Gliwic, po materiały do najbliższego nołlajfowania.

This is madness

Wednesday, June 17th, 2009

Madness! Powiadam wam.

Dziś wstaje z przekonaniem, że już niedługo na ścianie zawiśnie tak bardzo upragniony certfikat. Ubieram się, jem syte śniadanie, przyglądam się chwilowo pracy która ma miejsce w łazience, udaje się na drugie mieszkanie załatwić potrzeby, do kiosku po bilety, włączam gadu na komie i wsiadam do autobusu lini 47. Po przebyciu drogi udaję się prosto do centrum egzaminacyjnego, gdzie się dowiaduje że EGZAMINATORA NIE MA. Mianowicie, siedzi w domu i kuruje ospe. No to ja über rage w duchu, bo nie zostałem poinformowany wcześniej. Wracam wieć, umilając czas aplikacjami na komie, jakoś powróciłem.

Wracając do domu, zastałem łazienkę prawie całą rozkutą, podobało mi się, bo fachowiec coś robił. Wiercenie w ścianie mi nie przeszkadzało, bo wiedziałem że tak trzeba. Potem mi się nie podobało. Rozumiem, można zrobić kawę, to wiele nie kosztuje a umila nieco życie czy pracę. Piwo nie, chyba że to znajomy lub sąsiad który zajmuje się naszą łazienką, ale się ją zajmuje. Jednak jak już zobaczyłem ciastko i kawę, to mnie iritacja wzięła. Matka sparowała to argumentem, że tylko dzisiaj, bo zaczyna i w ogóle. Ok, troche uspokoiłem się, w sumie co mi tam, ale raczej podziękę za pracę otrzymuje się w postaci pieniężnej i to na końcu zlecenia. Olałem to, wróciłem do swoich spraw. Nadszedł czas obiadu. Poszedłem do kuchni matce przypomnieć, że fachowiec to nie gość, ma siedzieć na miejscu zlecenia i pracować całą zmianę, a jak nie ma co dziś zrobić idzie do domu. Oczywiście, spotkałem się z przytaknięciem i zapewnieniem że tak jest. Po czym myślałem, że wywrócę stół przede mną jak matka podała mu talerz z strawą. Ja rozumiem, fachowiec też człowiek, ale fachowiec w pracy to fachowiec w pracy, a nie gość w domu. Rozmowy na tematy inne jak zlecenie nie powinny mieć miejsce, chyba że po zleceniu i w innych okolicznościach.

Nie jestem zwolennikiem spoufalania się z pracownikami. Potem to wszystko obracają przeciwko tobie. Widzę to, szłyszę i nie raz odczuwam, ale ja mam taki szpetny charakter że szybko potrafie zapewnić dystans drugiej osobie, szczególnie jak ja płacę(w tym przypadku nie płacę, ale wysłuchuje że robota nie wykonana, albo jak należy albo na czas). Praca wtedy zachodzi szybciej, pracownik się nie szwenda niepotrzebnie, a nasze zapasy i nerwy są w należytym stanie i ładzie. Potem nam się terminy wydłużają, a kreatywność rozwiązań spada, gdyż można to bardziej spartaczyć, mniej się narobić ale te same pieniądze dostać. A już z siebie wychodzę, jak widzę stojącego zleceniodawce koło wykonującego i ględzą o niczym, kiedy kosze pełne, ściana nie wygładzona, kafelki nie wszystkie rozkute a jak przypomnę sobię poranne kombinowanie, kto rozbije lustro ścienne, to aż nie wytrzymałem i sam przysunąłem, bo jak widzę niepoważne podejście do pracy to się we mnie gotuje.

A jak mi ktoś powie, że mogłem nie rozbijać tego lustra, bo pewnie dlatego koleś złapał ospę, to muszę mu powiedzieć, że zajebiste zakrzywienia czasoprzestrzeni to musi wywoływać, skoro wczoraj ją złapał, a ja dziś rano przysunąłem przed wyjazdem.

Umrę ze złości zaraz, albo wyłysieje i będę płakał, że mam krzywą czaszkę i moja kariera kibola własnie się kończy. xD