Archive for July, 2009

Atlantic Wave

Tuesday, July 28th, 2009

Hohohohohoho w końcu się doczekałem! Tak tak! Moja inicjatywa w końcu ujrzała światło dzienne! Oczywiście, dzieło jest dość dalekie od doskonałości i zapewne każdy kto nie jest po studiach językowych, przetłumaczyłby to trochę inaczej. Ja poopuszczałem znaki interpunkcyjne w większości chyba, co z początku jakoś się nie przejmowałem, ale teraz w sumie, słowa mojego kumpla mogłem wziąć trochę bardziej na poważnie i np uniknąć tego. Eror wcześniej robił tłumaczenia i raczej na nieco lepszym poziomie. Jego komentarz sugerował przeanalizowanie pracy, co jednak wykonałem wcześniej i to z pomocą kumpla, no i w sumie, przeszło wiele poprawek, ale wypadkowa wyszła zadowalająca(pomijając tą nieszczęsną interpunkcje). Teraz w sumie, mogłem wam o niej nie pisać, bo pewnie większość by to osrała. Grunt to jednak znajdowanie własnych błędów jak i samokrytyka. Mea Culpa – jednak jestem bardzo zadowolony. Dan był taki wspaniałomyślny i wysłuchał moją prośbę linkując do mojego bloga! Jupi xD

Wróciłem od dziadków. Mojej gangreny, w mieszkaniu już nie było. Cisza i spokój. Można się zająć w końcu czymś produktywnym: schudnąć, prawko zdać, edukować się lub pozbawić się życia.

Mru na Krymie, wszyscy cierpią. Wracaj cała i zdrowa oraz wypoczęta!

Czas zjeść sandwicha w Czuchowie.

Czas podnosić skilla w rysowaniu.

Czas odwiedzić kogoś w Warszawie.

It’s time to speak English.

Skoro mowa o engliszu, stworzę alternatywną stronę bloga, która będzie prowadzona po angielsku. Tak dla własnej przyjemności ino, pisanie też muszę ćwiczyć, nie musicie czytać, ale jakbyście poczytali i zauważyli jakieś ZOMG błędy to komentarze będą ;)

Oczywiście, nie będę pisał listów. Tylko random stuff z życia.

P.S.

GRATULACJE FIFCU TY CHUJCU! Dostałeś się ;) A tu pasek komiksu z dedykacją dla Ciebie(nie moje autorstwo).

Visitation

Monday, July 20th, 2009

Podróżować czas zacząć. Zobaczymy się za jakiś czas!

Packen Gepäck

Friday, July 17th, 2009

Luuuudzie. Jedna czwarta standardowego sezonu wakacyjnego za mną, a ja nic produktywnego nie osiągnąłem! Mamy gościa w domu, i to właśnie przez niego, tyle zamieszania. Remont się skończył. Muszę powiedzieć że jestem naprawdę zadowolony z rezultatu. Pomimo tego, że projekt lekko uległ zmianie, efekt wyszedł, taki jaki zamierzony. Trwało to wieki, bo aż miesiąc i kosztowało to nie mało, ale warto było.

A tu przykład naszej lubieżnej dekoracji

imgp7792Lubię moją łazienkę.

Niedawno byłem na mikro-wyprawie fotograficznej w Przezchlebiu. Dość ciekawy teren, znalazłem dozę ciekawych obiektów. Rezultat możecie zobaczyć częściowo na DA oraz całość na Picasie.

Zaraz po tej wyprawie zdałem sobie sprawę, jaki mam über level w nołlajfowaniu. Cztery godziny marszu, bez czapki, i dwie godziny podróży w dusznych, przepełnionych autobusach – zaowocowało bólem głowy i drzemką popołudniową, która trwała może do godziny dwudziestej.

Bardzo dobrze sobie zdaję sprawę, że mógłbym więcej wychodzić na dwór, no ale nie do końca mi wypadało w ostatnim czasie, no i moje wieczne poczucie marnowania czasu, przymuszało mnie do siedzenia przy książkach.

Aktualnie, przygotowuje się na tygodniowy wypad do dziadków. Laptop + słuchawki, aparat, statyw, książka, blok papieru, ołówek automatyczny i jakieś przypadkowe ciuchy i jestem gotów na PKS prosto do Piotrkowa Trybunalskiego! ALEEEEE zapomniałbym! Jak na prawdziwego nolife przystało! Zaopatrzę się również w modem(pożyczony) i kartę mobilnego internetu! HAHAHA Przecież wiadomo, że ja tydzień bez internetu, to umarłbym z pragnienia.

Na sam koniec, zamieszczam zdjęcie mojego nephew. N joy.

imgp7787

Moja słodka, mała, gangrena <3

The Funeral

Saturday, July 11th, 2009

Jeżeli chodzi o tytuł postu, to już wyjaśniam: Zawsze bądź przygotowany, żeby coś pogrzebać – nadzieje, szczęście, plany. Przez ostatnie dni, wszystko zaczęło się sypać i to trochę męczy. Na szczęście, nie jestem dekadentem i raczej płynę w nurcie problemów, pod prąd, a nie razem z nim. Co nie przeszkadza mi wpadać w rage, na temat każdego nowego problemu: fachowiec, siostra, dziadki, nowotwór, pieniądze, studia i inne sfery, w których rodzą się patologie.

Ale dość z tym. Obadajcie sobie, co zastałem, wracając pewnego wieczorka od ukochanych osób xD

extreme-plumbersTak tak, to moja niedokończona łazienka. Na szczęście dzisiaj kibel podwieszany już jest, zamiast tego na przedpokoju. Nadal jednak nie ma wody, bo fachowiec się dąsa i robi problemy. Miała być łazienka gotowa, wychodzi na to że nie będzie – lustra nam nie powiesi, bo będzie robił tylko do wtorku. Tylko? Czyli podłączy krany nie krany, elektrykę ale dziury w ścianach po hydraulice i wymianie rurek gazowych zostaną. Mamy płacić za, niedokończoną łazienkę? No chyba nie. No i tutaj znowu problem, bo muszę zostać w domu. Dlaczego? Oczywiście matka się boi… Cóż, rozumiem. Mogła jednak nie kurwować, ani poniżać ostentacyjnie fachowca, teraz niech się boi. Robił jak robił, ale to co robił, to dobrze robił. Z początku byłem negatywnie nastawiony do niego, ale po czasie zauważyłem, że jednak wykonywał to, co do niego należało.

Jednak umowa była: Łazienka nie skończona, utarg nieubity. Jeszcze szantażował, że nie przyjdzie robić – jego strata, dokończy kto inny. Akurat się składa że sąsiad z boku, jest budowlańcem i te wykończenia sam zrobi za prę piw. Biorąc pod uwagę, że aktualny fachowiec nie otrzymałby zapłaty, to łazienka za parę piw, to całkiem dobry utarg.

Właśnie się dowiedziałem, że kafelek dekoracyjnych nam braknie i będzie znów trzeba czekać do wtorku lub środy, bo na zamówienie. Więc wtorek już odpada! Gazownia ma przyjść i zrobić kontrolę pomiarową rurek. Jak się okaże, że są nieszczelne, to podwieszany sufit pójdzie do rozbiórki. Co z elektryką? Też przyjdzie kontrola. Mamy nadzieję, że wszystko będzie w porządku. Biorąc pod uwagę, że już jest półtora tygodnia po terminie, też damy mu po kieszeni. Oj ludziska, moja matka miała jednak rację – remonty łazienki są okropne.

A w październiku jeszcze przedpokój…