W sumie, nie wiem jak zabrać się za pisanie tej notatki, bowiem przez ostatnie dwa dni, tyle ciekawych zdarzeń doświadczyłem, że ogarnięcie tego wszystkiego, będzie nie lada problemem. Miałem również, rozłożyć cały dzień w formacie:
Godzina 10:24;
Godzina 11:00;
Jednak wtedy musiałbym zrezygnować z pewnych form, co uważam za niezbędne dla dzisiejszej notki.
O godzinie dziesiątej dwadzieścia cztery, na peronie drugim, stał pociąg InterCity na który wyżyłowałem 86 zł z groszami. Był to mój najdroższy bilet kolejowy i przytłaczała mnie myśl, że te bilety tak podrożały i prawdopodobnie zapłacę też coś koło tego gdy będę wracał. Zająłem ostatnie miejsce, w ostatnim wagonie – który o dziwo nie był rozwalającym się gruchotem z lat osiemdziesiątych odkupionym od Niemców, a nowoczesnym(jak na Polskie standardy) klimatyzowanym wagonem. Podróż minęła szybko, bo ino trzy i pół godziny z małym poślizgiem i oto znalazłem się na Warszawie Centralnej. Odebrała mnie moja chwilowa landlady i pani domu, która o mnie później dbała. Udaliśmy się do jej mieszkania, gdzie później nocowałem. Standardy jako takie fajne, ale za osiemset złotych czynszu, to na Śląsku znalazłbym sobie lepsze mieszkanie, no ale stolica – drogo, a za nic. Podejrzewam, że w każdym państwie tak jest. Ubikacje to też nie mają w najlepszym standardzie. Na szczęście to był zużyty kibelek na balkonie xD Widoki z balkonu też całkiem, ale spodziewałem się gmachów i wieżowców sięgających do chmur i zasłaniających horyzont. Spacerując po mieście, nic ciekawego nie było, a na typowe street photo też nie było jako tako czasu. Może nie że czasu, ale jednak chciałem trochę czasu spędzić z landlady i też nie przygotowałem się specjalnie, więc miałem problemy z kadrowaniem.
Krążyliśmy po Arkadii, która znajdowała się ku mojemu zdziwieniu, nawet blisko osiedli mieszkaniowych. Nie chce wiedzieć ile tam czynsz na sklep kosztuje, ale pomimo tego że sklepów było od cholery, nie wywarło to na mnie jakiegoś super wrażenia. Powiedziałbym że słabo wykonane te centrum handlowe. Nie jedna Plaza czy Focus Park według mojej opinii, były ciekawiej wykonane. Dziwie się że to jedno z bardziej znanych centrów handlowych w Warszawie. Jednym z najbardziej ciekawych atrakcji były harcerki, na których widok, gęba mi się wykrzywiała w radosny grymas – tak samo jak widziałem Azjatki.
Później po kolacji udałem się na Stare Miasto – które niestety było zatłoczone w tą ciepłą noc i jedynie parę zdjęć udało mi się cyknąć. Spotkaliśmy również fotografów, niedaleko byłego sejmu, którzy fotografowali o dziwo dość amatorskim sprzętem oświetleniowym, jakąś parę młodą. Z drugiej strony, dobry czy zły sprzęt też nie świadczy o zdjęciu, a Ci pewnie wiedzieli co robią. Również natrafiliśmy na umuzykalnionego artystę przy tej budowli. Po przejściu paru uliczek oraz placów. Udaliśmy się nad wielki polski ściek – Wisłę. Ostatnie statystyki na temat zanieczyszczeń przestraszyły mnie tak, że bałbym się spaść z mostu do niej. Niestety, zaczęła poganiać nas burza, więc w pośpiechu udało mi się cyknąć na przykład coś takiego i takiego. Po czym udaliśmy się w poszukiwania przystanku, by szczęśliwie udać się do mieszkania.
Noc nieprzespana. Duszno, ciepło, potem zimno no i nie raz burzowo. Nadrobiłem wszystko rankiem.
Po spożyciu pysznego śniadanka, udaliśmy się – tym razem bez aparatu – zakupić bilet i spotkać się ze znajomym w jakimś barze. Wyszło całkiem inaczej, otóż ze względu na brak barów, zostaliśmy zaproszeni w dość ciekawe miejsce. Jednak, nasze umiejętności orientacji w terenie zawiodły parę razy – a szczególnie naszego przewodnika, który później zadzwonił po “wsparcie”. Wraz z koleżanką, poznaliśmy bardzo ciekawego człowieka, który dużą część swojego życia spędził w Stanach Zjednoczonych i przejął wiele pozytywnych przyzwyczajeń. Już dawno nie spotkałem osoby o tak bogatej osobowości i bardzo nowoczesnym podejściu do dzisiejszego świata. W pewnych chwilach zapomniałem, kto mnie tam zaprosił i z kim piłem piwo. Może to tak nie wyglądało, ale w tak dość małym mieszkanku, przytłaczało mnie bogactwo wspomnień i przeszłości tej osoby: dyplomy, dzieła sztuki, książki oraz sam charakter i wzrok tej spracowanej przeżyciami istoty. Już sam image tej postaci, zdradzał skąd pochodzi, już nie wspominając o niezliczonych opowieściach kumpla. Gdy zobaczyłem odznakę i identyfikator jego zmarłego przyjaciela policjanta, poczułem się chwilowo jak w tych wszystkich hollywoodzkich filmach – jednak takie rzeczy się dzieją.
Na koniec, gdy na mnie przyszedł czas, cyknęliśmy sobie zdjęcie z prawdziwym polskim cowboy’em i przekonaliśmy się, że kobiety też potrafią być silne. Wychodząc z mieszkania, po czułym pożegnaniu, wyszedłem pełny optymizmu – moje życie, też może być równie ciekawe – oraz z nową ikoną, autorytetem i źródłem pozytywnego myślenia. Mam zamiar częściej przyjeżdżać do tej Warszawy, muszę zobaczyć występ tej osoby.
Udając się na dworzec centralny, rozglądałem się po raz ostatni wokoło, by dobrze się przyjrzeć “naszej” stolicy(bo dla mnie, to ciągle są Katowice) i osądzić, czy mam się tego wstydzić czy nie – wynik zatrzymuję dla siebie.
Gdy oczekiwałem na pociąg, przy peronie III i torze piątym, zauważyłem że nikt nie pomógł pewnej kobiecie walizki znieść. Co jeszcze bardziej mnie zdziwiło, że była ładna, a jednak nie pomagali – czyżby wszyscy byli już zajęci? Ja byłem wolny, no to pomogłem.
Pięciogodzinną podróż, umilałem sobie dyskusją z piękną panią licencjat z ekonomii spod Lublina. Wyruszyła na europejską podróż pociągami wraz z znajomymi, wszystko miało się odbywać pod namiotami oraz w przydrożnych hotelach. Podziwiam, bo sam byłbym chyba za wygodny, żeby tak podróżować na “dziko”. Gdy dowiedziałem się, że ta piękna panna wyjeżdża studiować do Danii, trochę smutno mi się zrobiło, że jej już w pociągu nie spotkam. Jestem ciekaw czy ktoś podobnie o mnie pomyślał?
Przy Katowicach, los nas rozdzielił(ale to dramatycznie zabrzmiało) i dalej sunąłem już sam. W Gliwicach nie udało mi się trafić na przedostatnią linię 194 – więc czekałem godzinę.
Jednak rozrywek mi na przystanku nie brakowało. Jakaś “ciekawa” para kłóciła się, później chłopak zaczął od kobiety uciekać, po tym jak potraktowała go z serii plaskaczy oraz po ostrym targaniu za włosy i wrzuceniu do samochodu. Ta natomiast, w komicznym rozpaczliwym biegu, w szpilkach(na moje oko 11 cm) pobiegła za nim prosto w kierunku dworca. Później, narąbany dziadyga jakiś, tańczył break’a na asfalcie(próbował przejść przez ulice). Nie minęło dziesięć minut, nim wróciła kobieta, a za nią jej facet, który jej coś wyrzucał o nienarodzonych dzieciach i złej przyszłości obecnych – te nowoczesne związki mnie przerażają. Niedługo po tym, kobieta(prawdopodobnie nie miała prawka) siadła za kółkiem i chciała ruszyć, ale z trójki jej było ciężko…
Nadjechał autobus. Myślałem że spokojnie przejadę cały kurs, aż do mojego miejsca docelowego – jednak zaskoczeń ciąg dalszy!
Na przystanku Górnych Wałów, lub jak to woli, na Jana Pawła II, wsiadł stary znajomy. Chciałem go zaskoczyć szybkim ruchem, ale jego reakcja wskazywała na odurzenie alkoholowe – co później przekonałem się, że to prawda. Usiadaliśmy, jednak nawet jednego przystanku nie przejechaliśmy, gdyż kolega źle się czuł i musiał puścić pawia na pobliskie schody w autobusie, tworząc całkiem kolorową maź koloru posoki. Gdy już wysiadł nic ciekawego się nie działo.
Wróciłem do domu, lecz nie poszedłem od razu spać. Jako prawdziwy no life, jeszcze przejrzałem wszystkie swoje ulubione strony i po ciepłym prysznicu, udałem się na zasłużoną drzemkę o 3:00.
Chciałbym pozdrowić kumpla Mateusza i podziękować za możliwość spotkania z tak wspaniałą osobą. Wspaniałą osobe, czyli Janusza za miłe i pouczające spędzenie czasu oraz mojej tymczasowej Landlady – Idze, za użyczenie mi noclegu na ten okres. Bez was, te życie miałbym mniej kolorowe. Dziękuje.