Archive for August, 2009

Last Week

Wednesday, August 26th, 2009

To ostatni tydzień wakacji! Aż trudno mi w to uwierzyć ale całkowiciewalimnietoilejejakleci – mam inne zmartwienia.

Primo. Mam jazdy, nie mam czasu się skupiać na dupsach. Na dupsach będę się skupiał jak na dupsy przyjdzie czas. A będąc przy temacie jazd i motoryzacji. Dziś miałem kolejne 1,5 h jazd na motocyklu. Kurs obraliśmy na Ornontowice(ciągle nie wiem czy to poprawnie), gdzie włączając się do ruchu obsunęła mi się ręka z sprzęgła, co spowodowało szarpnięcie i moje odruchowe wyciągnięcie łapsa, żeby chwycić się czegoś. Pech chciał że była to rączka z gazem i dogazowało go. W późniejszym okresie, minąłem się z pedałem hamulca i nogawka zaczepiła mi się o pedał. Dalej to prosta droga do rowu, skąd mnie wybiło i pofrunąłem do sąsiada, zostawając motocykl w rowie. Wnet wstałem i pierwsze co to skoczyłem do motoru zakręcić zawór od paliwa, żeby potem nie mieć problemów – które i tak miałem, bo na skrzyżowaniu nie chciał zapalić i było gorąco. Po przypomnieniu sobie, że paliwo mi nie dochodzi, jakoś zdążyłem zapalić na czas.

Dochodzę do wniosku, że niezły świr ze mnie, skoro po rzucie ukośnym o torze parabolicznym, wylądowałem na płaskiej ziemi, nie będąc pewnym, czy nie wykonałem jakiejś akrobacji rodem z Red Bull Fighters , nie przejąłem się w ogóle – wręcz przeciwnie – cieszyłem się. Zaraz po przeproszeniu i wyjasnieniu co się stało, zasuwałem dalej. Nie raczej nie zginę, bo nie jestem typem ryzykanta, lecz coś ala na bezpiecznego szaleńca.

Zwei. Dziś miałem okazję do zbłaźnienia się w sklepie elektronicznym, lecz z skutkiem korzystnym dla siebie. Kupiłem kabel HDMI żeby sprawdzić czy to wina interfejsu dekodera czy też również to kabel był wadliwy, jak się później okazało, trzebało coś ustawić jedynie. Do rzeczy, przyszedłem do sklepu, powołując się na stare wpisy kodeksu cywilnego o zwrocie bez podawania przyczyn towaru. Czytałem na necie, okazuje się jednak że to dobra wola sprzedawcy jedynie może o tym zasądzić lub polityka sklepu – chyba że to reklamacja. Jednak byłem przekonany do swoich racji, i jak doszło do sytuacji związanych z powoływanie się na kodeks cywilny i prawa konsumenta, oraz przyniesieniem wydruku, facet chyba też zwątpił, jak ja teraz i spasował. Odzyskałem moje 50 zł!

Reasumując sytuację, tak się kończy, gdy człowiek myli reklamację z zwrotem. Oczywiście, jakoś się nie przejmuję tym, bo będę wiedział na przyszłość, ale czułem się zobowiązany żeby go przeprosić. No ale pewnie liczył że oddam mu 50 zł – cóż, przeliczył się.

Tres. Waliłem ósemkę na InterMarche(czy jakoś tak) i muszę stwierdzić, że cholernie człowiek przy 1,5 h treningu się męczy. Wcale nie zdziwiłbym się gdybym na tym oblał egzamin. Pożyjemy zobaczymy, bo może nie dojedziemy, odnosząc się do punktu primo. Znając moje szczęście, nie umarłbym na miejscu inno zamienił się w warzywo i męczył ludzi wokół. Taa… wtedy to byłbym truly nolife ; ]

WRRRRRRRRRRRRRRRRRRY

Monday, August 24th, 2009

WRRRRRRRRRRRRRRRRRRY

Czyli ja, popiździelający przez parking cmentarny w dniu dzisiejszym.

Mając chwilowe problemy ze sprzęgłem(ja zawsze mam) i przekonaniu się, że wcale się nie gibnę kiedy przechyle się na prawo i skręcę tą kierownicę. Po pokonaniu takich problemów, ósemkę waliłem bez problemu, nawet ze światłami!

Kolejnym problemem była skrzynia biegów. Jak ktoś ma zamiar kiedyś zdawać, to błagajcie o spokojnego i dobrego instruktora, bo mój jedynie wymaga wiele(co w sumie jest dobre), ale żeby wytłumaczyć jak to wszystko funguje to nie bardzo.

Więc po dochodzeniu przez prawie całe dzisiejsze jazdy, jak to ustrojstwo na motocyklu działa, na samym końcu przekonałem się i było tytułowe

WRRRRRRRRRRRRRRRRRRY

Po czym spokojnie już nim operowałem i jutro na Rybnik jedziemy!

Uczucie super, polecam bardzo! Motocykl, jednak jest dużo zwrotniejszy i mobilniejszy od samochodu(oczywiste nie?), musiałem uważać na akceleracje, bo to jednak znacząco przyspiesza i wnet waliłem 50 na parkingu :P

Muszę się zacząć rozciągać i ben-gay’a kupić na tyłek ;P

Create TempPost TymczasowyPost(…)

Saturday, August 22nd, 2009

Tak jak w tytule, jest to tymczasowy post tylko po to by pokazać że żyję!

Ostatnio jestem szargany wieloma sprawami. Problemy w domu, uczęszczanie na prawko, jazdy z cholerykiem, nauka itp. – to wszystko potrafi nieźle wyczerpać człowieka. Co do pierwszego z wymienionych, sytuacja wygląda już raźniej i chyba nie mam się czego obawiać.

Prawko idzie mi całkiem nieźle. Zaczynałem dość tragicznie, ale teraz moja technika jazdy już fajna i płynna jest. Czasem co prawda, strzelę gafę na ulicy, bo zagapię się, albo nie zauważę znaku. Mam czasem problem zastosować teorię w praktyce, ale wierzę że do tego, tylko praktyka mi potrzebna.

Może trochę przesadzam z tym cholerykiem, ale naprawdę, niedobrze mi jak słyszę stos obelg pod moim adresem, kiedy przypadkowo wejdzie mi na ruszaniu trójka zamiast jedynki. Irytuje mnie też podejście, że ważniejszy samochód od kursanta. Nie chce tutaj być jakiś stronniczy, bo na pewno instruktor ten samochód dłużej chciałby eksploatować, no ale ja płacę, a w czasie jazdy, nie powinienem się stresować.

Jednak, z jednej strony się cieszę, że mam takiego bata na jazdach. Nauka na głębokiej wodzie jest w większości przypadków, bardzo korzystna. Pomijając fakt, że się stresujesz przez jakiś czas, ale to do czasu jedynie.

Cóż, co do nauki. Do pierwszego miesiąca wakacji, konsekwentnie uczyłem się i robiłem postępy. Ten miesiąc wypada nieco gorzej, uwzględniając te jazdy, sytuację w domu i inne czynniki.

Zbliża się wrzesień! Dla mnie to oznacza rok maturalny, a dla przyszłych studentów, powolutku kończące się wakacje. Teraz możemy polemizować kto ma gorzej czy lepiej, zapewne każdy miałby inne zdanie.

Na mnie czas, bo zaraz jazdy mam.


Edit z godziny 11:26

Dziś miałem egzamin wewnętrzny. Poszło lajtowo. Wiem, że się nie chwali dnia przed zachodem słońca oraz że się nie dzieli skóry na niedźwiedziu jak niedźwiedź w lesie, ale coś mi mówi, że jak nie zagapię się, to dam.

Wszyscy się przejmują, jedynie ja na tej teorii chyba brałem wykład na serio i jako tako aktywny byłem. Na pierwszej pomocy, wszyscy bali się lizać z Anną(fantomem do ćwiczenia, masażu serca, ucisków klatki piersiowej). Tu ciekawostka, dlaczego tak się nazywa, ponieważ pierwsza dziewczynka na której po raz pierwszy zastosowano uciski oraz “usta-usta”, miała na imię Anna! No i dzisiejsze fantomy, to tak naprawdę, odlewy ciała tamtej Anny. Więc ćwicząc na fantomach, całujemy i macamy Annę! Nawet po śmierci nie dajemy jej spokoju, gdyż umarła wtedy.

Wracając do kursu, ludzie z początku byli drętwi – normalne. Oczywiście, była pewna para znajomych, która postanowiła nie rozciągać swojego kręgu. Nic osobiście do tego nie miałem, bo sam tak czasem robię, jak nie mam sił.

Dzisiaj jednak, moja była grupa rozluźniła się na tyle, że zaczęliśmy polemizować na temat tego, czy to egzaminator powinien przygotować dla nas egzaminy, czy to my mamy mu przynosić nasze NIEOBOWIĄZKOWE materiały szkoleniowe. Oczywiście, ja zauważyłem ten fakt, że jako kursant, mogę nie wiedzieć o tym i przynajmniej wypadałoby mnie poinformować. Więc wyszedłem na własnego apologetę, gdyż wszyscy po prostu chcieli mieć to z głowy i pójść po najmniejszej linii oporu, kiedy to ja bawiłem się w ich mniemaniu w “podżeganie” skierowane na instruktora.

Ech ech… ludzie.

Zdałem with flying colours po czym wcisnąłem kita, że mam dziecko do pilnowania i udałem się do domu.

Już nie wiele wakacji zostało. Muszę się zastanowić jak wykorzystać ten czas, w przerwach między jazdami w samochodzie i na motocyklu.

Begin wywodyTechniczne /*Początek sekcji. Osoba nie zainteresowana takim tematami, może opuścić tą sekcje*/

Za jakiś czas będzie gotowa wersja mobilna bloga, jeszcze jest zabudowana w rusztowania, ale już niebawem. “Lol? Po co to robisz skoro nikt prawie nie wchodzi na neta w komórkach?” – w sumie zdziwilibyście się, internet mobilny dziś się staje bardzo tani. Czytałem nawet, że będzie darmowe pasmo zapewnione we wszystkich sieciach komórkowych. Co prawda, sesja będzie się ograniczać do 60 minut, ale hej… ile potrzebujecie na sprawdzenie poczty oraz wiadomości czy planu lekcji? albo odpisanie na forum dyskusyjnym? Takie pasmo(jak to woli, szybkość) co ta częstotliwość miałaby zapewniać, starcza spokojnie, na odchudzone WAPowe strony. Ja osobiście korzystam z mobilnego neta i uwierzcie mi, jak ustawicie sobie przeglądarkę żeby sam tekst ściągała, bez obrazków, to jak wejdziecie na smsowo.pl wysłanie smsa będzie tańsze(o ile pakietowego wapa używacie lub 3G i nie jest to Orange, bo ma sprawdzanie na obrazkach) i zmieścicie z 8 smsów do wszystkich(no zależy od bramki) w cenie jednego idącego do zewnętrznej sieci.

Po za tym, lubię dłubać przy blogu.

End wywodyTechniczne // Koniec sekcji.

WWWRRRRRRRRRRRRYYYYYYYYYYYYYYYYYY motocykle!

Warsaw Escapade

Tuesday, August 4th, 2009

W sumie, nie wiem jak zabrać się za pisanie tej notatki, bowiem przez ostatnie dwa dni, tyle ciekawych zdarzeń doświadczyłem, że ogarnięcie tego wszystkiego, będzie nie lada problemem. Miałem również, rozłożyć cały dzień w formacie:

Godzina 10:24;

Godzina 11:00;

Jednak wtedy musiałbym zrezygnować z pewnych form, co uważam za niezbędne dla dzisiejszej notki.

O godzinie dziesiątej dwadzieścia cztery, na peronie drugim, stał pociąg InterCity na który wyżyłowałem 86 zł z groszami. Był to mój najdroższy bilet kolejowy i przytłaczała mnie myśl, że te bilety tak podrożały i prawdopodobnie zapłacę też coś koło tego gdy będę wracał. Zająłem ostatnie miejsce, w ostatnim wagonie – który o dziwo nie był rozwalającym się gruchotem z lat osiemdziesiątych odkupionym od Niemców, a nowoczesnym(jak na Polskie standardy) klimatyzowanym wagonem. Podróż minęła szybko, bo ino trzy i pół godziny z małym poślizgiem i oto znalazłem się na Warszawie Centralnej. Odebrała mnie moja chwilowa landlady i pani domu, która o mnie później dbała. Udaliśmy się do jej mieszkania, gdzie później nocowałem. Standardy jako takie fajne, ale za osiemset złotych czynszu, to na Śląsku znalazłbym sobie lepsze mieszkanie, no ale stolica – drogo, a za nic. Podejrzewam, że w każdym państwie tak jest. Ubikacje to też nie mają w najlepszym standardzie. Na szczęście to był zużyty kibelek na balkonie xD Widoki z balkonu też całkiem, ale spodziewałem się gmachów i wieżowców sięgających do chmur i zasłaniających horyzont. Spacerując po mieście, nic ciekawego nie było, a na typowe street photo też nie było jako tako czasu. Może nie że czasu, ale jednak chciałem trochę czasu spędzić z landlady i też nie przygotowałem się specjalnie, więc miałem problemy z kadrowaniem.

Krążyliśmy po Arkadii, która znajdowała się ku mojemu zdziwieniu, nawet blisko osiedli mieszkaniowych. Nie chce wiedzieć ile tam czynsz na sklep kosztuje, ale pomimo tego że sklepów było od cholery, nie wywarło to na mnie jakiegoś super wrażenia. Powiedziałbym że słabo wykonane te centrum handlowe. Nie jedna Plaza czy Focus Park według mojej opinii, były ciekawiej wykonane. Dziwie się że to jedno z bardziej znanych centrów handlowych w Warszawie. Jednym z najbardziej ciekawych atrakcji były harcerki, na których widok, gęba mi się wykrzywiała w radosny grymas – tak samo jak widziałem Azjatki.

Później po kolacji udałem się na Stare Miasto – które niestety było zatłoczone w tą ciepłą noc i jedynie parę zdjęć udało mi się cyknąć. Spotkaliśmy również fotografów, niedaleko byłego sejmu, którzy fotografowali o dziwo dość amatorskim sprzętem oświetleniowym, jakąś parę młodą. Z drugiej strony, dobry czy zły sprzęt też nie świadczy o zdjęciu, a Ci pewnie wiedzieli co robią. Również natrafiliśmy na umuzykalnionego artystę przy tej budowli. Po przejściu paru uliczek oraz placów. Udaliśmy się nad wielki polski ściek – Wisłę. Ostatnie statystyki na temat zanieczyszczeń przestraszyły mnie tak, że bałbym się spaść z mostu do niej. Niestety, zaczęła poganiać nas burza, więc w pośpiechu udało mi się cyknąć na przykład coś takiego i takiego. Po czym udaliśmy się w poszukiwania przystanku, by szczęśliwie udać się do mieszkania.

Noc nieprzespana. Duszno, ciepło, potem zimno no i nie raz burzowo. Nadrobiłem wszystko rankiem.

Po spożyciu pysznego śniadanka, udaliśmy się – tym razem bez aparatu – zakupić bilet i spotkać się ze znajomym w jakimś barze. Wyszło całkiem inaczej, otóż ze względu na brak barów, zostaliśmy zaproszeni w dość ciekawe miejsce. Jednak, nasze umiejętności orientacji w terenie zawiodły parę razy – a szczególnie naszego przewodnika, który później zadzwonił po “wsparcie”. Wraz z koleżanką, poznaliśmy bardzo ciekawego człowieka, który dużą część swojego życia spędził w Stanach Zjednoczonych i przejął wiele pozytywnych przyzwyczajeń. Już dawno nie spotkałem osoby o tak bogatej osobowości i bardzo nowoczesnym podejściu do dzisiejszego świata. W pewnych chwilach zapomniałem, kto mnie tam zaprosił i z kim piłem piwo. Może to tak nie wyglądało, ale w tak dość małym mieszkanku, przytłaczało mnie bogactwo wspomnień i przeszłości tej osoby: dyplomy, dzieła sztuki, książki oraz sam charakter i wzrok tej spracowanej przeżyciami istoty. Już sam image tej postaci, zdradzał skąd pochodzi, już nie wspominając o niezliczonych opowieściach kumpla. Gdy zobaczyłem odznakę i identyfikator jego zmarłego przyjaciela policjanta, poczułem się chwilowo jak w tych wszystkich hollywoodzkich filmach – jednak takie rzeczy się dzieją.

Na koniec, gdy na mnie przyszedł czas, cyknęliśmy sobie zdjęcie z prawdziwym polskim cowboy’em i przekonaliśmy się, że kobiety też potrafią być silne. Wychodząc z mieszkania, po czułym pożegnaniu, wyszedłem pełny optymizmu – moje życie, też może być równie ciekawe – oraz z nową ikoną, autorytetem i źródłem pozytywnego myślenia. Mam zamiar częściej przyjeżdżać do tej Warszawy, muszę zobaczyć występ tej osoby.

Udając się na dworzec centralny, rozglądałem się po raz ostatni wokoło, by dobrze się przyjrzeć “naszej” stolicy(bo dla mnie, to ciągle są Katowice) i osądzić, czy mam się tego wstydzić czy nie – wynik zatrzymuję dla siebie.

Gdy oczekiwałem na pociąg, przy peronie III i torze piątym, zauważyłem że nikt nie pomógł pewnej kobiecie walizki znieść. Co jeszcze bardziej mnie zdziwiło, że była ładna, a jednak nie pomagali – czyżby wszyscy byli już zajęci? Ja byłem wolny, no to pomogłem.

Pięciogodzinną podróż, umilałem sobie dyskusją z piękną panią licencjat z ekonomii spod Lublina. Wyruszyła na europejską podróż pociągami wraz z znajomymi, wszystko miało się odbywać pod namiotami oraz w przydrożnych hotelach. Podziwiam, bo sam byłbym chyba za wygodny, żeby tak podróżować na “dziko”. Gdy dowiedziałem się, że ta piękna panna wyjeżdża studiować do Danii, trochę smutno mi się zrobiło, że jej już w pociągu nie spotkam. Jestem ciekaw czy ktoś podobnie o mnie pomyślał?

Przy Katowicach, los nas rozdzielił(ale to dramatycznie zabrzmiało) i dalej sunąłem już sam. W Gliwicach nie udało mi się trafić na przedostatnią linię 194 – więc czekałem godzinę.

Jednak rozrywek mi na przystanku nie brakowało. Jakaś “ciekawa” para kłóciła się, później chłopak zaczął od kobiety uciekać, po tym jak potraktowała go z serii plaskaczy oraz po ostrym targaniu za włosy i wrzuceniu do samochodu. Ta natomiast, w komicznym rozpaczliwym biegu, w szpilkach(na moje oko 11 cm) pobiegła za nim prosto w kierunku dworca. Później, narąbany dziadyga jakiś, tańczył break’a na asfalcie(próbował przejść przez ulice). Nie minęło dziesięć minut, nim wróciła kobieta, a za nią jej facet, który jej coś wyrzucał o nienarodzonych dzieciach i złej przyszłości obecnych – te nowoczesne związki mnie przerażają. Niedługo po tym, kobieta(prawdopodobnie nie miała prawka) siadła za kółkiem i chciała ruszyć, ale z trójki jej było ciężko…

Nadjechał autobus. Myślałem że spokojnie przejadę cały kurs, aż do mojego miejsca docelowego – jednak zaskoczeń ciąg dalszy!

Na przystanku Górnych Wałów, lub jak to woli, na Jana Pawła II, wsiadł stary znajomy. Chciałem go zaskoczyć szybkim ruchem, ale jego reakcja wskazywała na odurzenie alkoholowe – co później przekonałem się, że to prawda. Usiadaliśmy, jednak nawet jednego przystanku nie przejechaliśmy, gdyż kolega źle się czuł i musiał puścić pawia na pobliskie schody w autobusie, tworząc całkiem kolorową maź koloru posoki. Gdy już wysiadł nic ciekawego się nie działo.

Wróciłem do domu, lecz nie poszedłem od razu spać. Jako prawdziwy no life, jeszcze przejrzałem wszystkie swoje ulubione strony i po ciepłym prysznicu, udałem się na zasłużoną drzemkę o 3:00.

Chciałbym pozdrowić kumpla Mateusza i podziękować za możliwość spotkania z tak wspaniałą osobą. Wspaniałą osobe, czyli Janusza za miłe i pouczające spędzenie czasu oraz mojej tymczasowej Landlady – Idze, za użyczenie mi noclegu na ten okres. Bez was, te życie miałbym mniej kolorowe. Dziękuje.