Archive for September, 2009

Rebellious feelings

Wednesday, September 30th, 2009

Uprzejmie informuję, że należy wchodzić na adres http://blog.thelunaticmoon.com, gdyż za niedługo adres http://www.thelunaticmoon.com będzie sprawował inne funkcje.

Jakoś nie potrafiłem zebrać się na notkę. Ostatnio moje życie jest jakieś takie niepoukładane. Zazwyczaj mam pewien harmonogram którego się trzymam, ale obecnie to bardziej przypomina losowy stos, z którego wyciągam to co wystaje, de facto to co mi przyjdzie do głowy. Tak samo z tą notką.

Cóż, już pewnie wszyscy wiedzą, ale nie czułbym się spełniony gdybym nie napisał tego tutaj…

HAHAHA ZDAŁEM PRAWKO NA B ZA PIERWSZYM RAZEM!!!1!1!eleven!!!

Dobra, chibidown mode off.

Z powodu wyżej wymienionej okazji, mogłem bezstresowo udać się o piątej rano nad pewne upatrzone miejsce i pocykać trochę. Achhh tak mi brakowało tego über dźwięku migawki wydobywającego się z wnętrza korpusiku <3 Mówię wam, nie ma nic lepszego jak kubek ciepłej kawy, nad mglistym porankiem. Chmury ziemskie, jak ja na to lubię sobie mówić w duchu. Idziesz, a wokoło szaro-biała otoczka, niewyraźne kontury wyłaniających się z oddali obiektów, znikająca droga, przebijające się przez korony drzew promienie jutrzenki. Wszędzie cicho, ludzie ciągle śpią, nikt nieznajomy nie kroczy razem z tobą. Idziesz po torach, liczysz belki które wyłaniają się, jedna za drugą, dochodzisz do wiaduktu, siadasz i spoglądając w dół, wyobrażasz siebie na lewitującej wyspie, która sunie gdzieś nad chmurami i prowadzi Cię do nieznanego celu, daleko za horyzontem. Później schodzisz, znikasz pod mostem i krzywisz twarz od napotkanych pajęczyn, oplatających twą twarz, strzepujesz pająki z grzywki i ściągasz parę z karku, co nie zdążyły Ci wpełznąć za kołnierzyk. Udajesz się do lasu, gdzie samotnymi wydeptanymi ścieżkami, kroczysz sobie, gdzie ci się żywnie podoba, bo nikt ci nic nie powie. Spotkasz sarnę, która przebiegnie koło Ciebie, parę zająców i masz szczęście, że dzik Cię nie zaszczycił. Zaczynasz tracić drzewa – jesteś blisko – idziesz w kierunku martwej zawiesiny, która podkręca Ci włosy od swej wilgoci. Docierasz do jądra, ale nie tego conradowskiego, bynajmniej w niej nic ciemnego. Zaczynasz się tracić, widzisz jedynie zarysy przebytej drogi – tak jak w życiu, idziesz do przodu, mogąc jedynie wspominać to co było. Po sesji zdjęciowej, czas na odpoczynek. Termos z kawą i pyszne kanapeczki, nad mglistym jeziorkiem to jest to, co chciałbym robić co dzień. Poczęstowałem okolicznych amatorów porannych połowów, porcją kawy, za co dostałem pyszną rybkę z grilla(mam nadzieję, że nie będę świecił w nocy). Miałem jeszcze trochę kawy, więc udałem się na przeciwną stronę wody, żeby nie zajmować miejsca. Nalałem sobie kolejnej porcji kawy, siedziałem sobie na zwilgotniałym kamieniu, jedną nogą brodzącą w wodzie, drugą podpartą o kolano.

Tak patrzyłem ślepo przed siebie, myśląc o bałwanach i przewracających się korpusach gęstej mgły, która zalewała mnie wokoło. Widziałem w nich, urojone zjawy z przeszłości, personifikacje obaw, tłumione uczucia i skaraną odwagę swojej osoby, która doprowadzi mnie zapewne, do nieuchronnej samotności, spękanej duszy i goryczy. Widzę jednak filigranowy zarys na lustrze wody, zatacza okręgi w moją stronę, interesuje mnie, lecz nie podchodzę, woda za głęboka, utopię się, a postać odpłynie wraz z falami mojej rozpaczy.

Tak oto, mój drogi czytelniku, odchodzę od tego magicznego miejsca. Znikam w lesie, zabieram ze sobą mgłę i otaczam nią swoje życie.

Getting Moved

Monday, September 21st, 2009

To co ostatnio dzieje się z moim blogiem, przechodzi moje najśmielsze wyobrażenia! Nie będę was zasypywał technicznym jazgotem, ale w skrócie powiem, że już powoli mnie wszystko irytowało. Na szczęście, znalazło się miejsce dla mnie w Tinie i tutaj najszczersze podziękowania dla D3na, który użyczył mi zasobów. Oczywiście nie będę pasożytował wieki na jego maszynie, wraz z wdrażaniem projektu w życie, opuszczę hosta na rzecz własnej wynajętej maszyny lub konta.

Nadchodzi piątek, dzień wielkich zmagań, czyli egzamin z kategorii B. Jeździć umiem, placyk zdam(wszystko pod warunkiem, że głupot nie porobię), ale z parkowaniem już inna historia. Miejmy nadzieję, że przez pozostałe 6 h jazd, nauczę się bez strachu i rozsądnie parkować prostopadle oraz że dopisze mi szczęście, przy wymierzaniu manewrów przy równoległym. Ogólnie się nie boję, ale zdaje sobie sprawę z niepowodzeń.

Głowa do góry, kto się przejmuje?

Wracając do projektu. Powoli zaczynam pracować nad silnikiem i szatą dla stronki. Na prace sobie jeszcze poczekamy, bo nie są na zbyt zadowalającym(mnie) poziomie. Pewnie jakieś szkice i koncepcje lokalizacji znajdziecie. Myślę, że uda mi się jakoś posiatkować mój wolny czas od szkoły, tak, żeby ta podstrona powstała w miarę rozsądnym czasie i jeszcze uczyć się do matury.

Lucky Goldstar

Tuesday, September 15th, 2009

Wstaje rano i czuję piorunujący ból w okolicach lędźwi. Później moja twarz poczerwieniała i zęby zazgrzytały. Zbierałem się z 3 h z tego łóżka, więc dzisiaj odpuściłem sobie szkołę. Cholera wie co to było, ale jak fastum to zabiło, to daje rade. O 17:00 już mogłem się ruszać porządnie, więc zdecydowałem się pójść na jazdy.

Oczywiście gdy już wsiadłem na motor i założyłem pomarańczowy kapok z “L” z przodu i tyłu, uśmiech momentalnie wykrzywił mi się w grymas ognistej żądzy, jedna dłoń zacisnęła sprzęgło, druga przekręciła gaz i poooszedł!

Jednoślady super sprawa. Wiatr, który owiewa Cię kiedy prujesz do przodu, jest po prostu niesamowity! A gdy suniesz, masz wrażenie że unosisz się w powietrzu i że nie, motocykl nabiera prędkości, tylko ty za niego.

Po przejechaniu Rybnickiej całej oraz pokonaniu trasy na egzamin praktyczny kategorii A, powróciłem i fastum przestał działać więc zaczęły się klocki :D

Bandit 1250 FUCK YEA

Bandit 1250 FUCK YEA

Jak będę miał kaskę to sobie kupię takiego Bandita.

Mam głupie wrażenie, że nie dożyję końca tego wieku!

Wbijam po jazdach a tutaj ukazuje mi się coś takiego:

FJ OZMA NAKEEEED

I od razu LOL :D

W sumie, wybiłem się z rytmu, przez to całe nołlajfowanie. Czuje że szykuje się ostry wypad w pojedynkę lecz z aparatem do Wrocławia! No chyba że ktoś na przyczepkę chce iść, pofocić to okej.

The Long Waited

Monday, September 14th, 2009

Oto powracam! Po nawet nie wiem jak długiej nieobecności, ale na pewno na tyle długiej, że da mi po dupie w statystykach oraz w komentarzach których i tak nie mam wiele. W sumie, piszę o tym tak, jakbym rzeczywiście przejmował się – w jakimś stopniu na pewno.

Ogólnie, wszystko zaczęło się walić, kiedy próbowałem upgrejtnąć wordpressową instancje na swoim hoscie – w prostym języku, coś się stało przy aktualizowaniu oprogramowania bloga. Nie umiałem się zalogować, a w dodawanie notek przez bazę danych nie będę się bawił. Więc kombinowałem, ale coś mi nie wyszło, więc usiłowałem się dogadać z ludźmi odpowiedzialnymi za mój host. Niestety, ludzie w helpdesk mają jakieś duże opóźnienia w odpisywaniu na jednego czy dwa maile. Już byłem na tyle zdesperowany, że szukałem nowego hosta. Na szczęście, problem się rozwiązał w miarę łagodny sposób.

Rok maturalny ludzie! Znaczy, kto ma ten ma, kto miał ten miał, kogo czeka tego czeka, ale mój przypadek to ten pierwszy, więc nie za ciekawie.

Oczywiście, to tylko matura. Egzamin życiowy? Nie sądzę. Egzamin z życia będziecie zdawać poza szkołą, razem ze mną i sami będziemy sobie go organizować. Matura to nic innego jak nieudolne sprawdzanie twoich kwalifikacji oraz ubijanie przy tym indywidualizmu i kreatywności, jeżeli rzeczywiście, egzaminator miałby brać wszystko pod klucze.

Mam ochotę się uchlać. Sam tego nie zrobię.

Idę spać, bo za tragarza robić będę o czwartej rano.

Postaram się zamieścić coś bardziej interesującego, ale obecnie, nie mam ani sił, ani ochoty.