Archive for October, 2009

Cradle of Dusk

Tuesday, October 13th, 2009

Dobra konkrety.

Wczoraj był czas na mój upragniony egzamin z kategorii A. Wstałem rano gdzieś koło 4:30, tylko po to żeby wziąć prysznic, wypić kawę i udać się do Rybnika. Gdy dojechałem, spytałem się przejeżdżających policjantów o drogę, po czym po krótkiej konwersacji na temat motocyklów, panowie stwierdzili że mają patrol koło Elektrowni Rybnik, więc mnie zabrali ;)

Gdy dojechałem, miałem półtora godziny na zmarnowanie w poczekalni, jakoś przeżyłem grając w sudoku na komie. Po czym napisałem teoretyczny bezbłędnie i czekałem na praktyczny wiedząc że jestem dwunasty na liście… Później placyk prosta sprawa: slalom, ósemka, wzniesienie, awaryjne. Wszystko zrobione powiedziałbym dobrze, bo nawet pamiętałem o idiotycznym “upewnianiu się” czy można ruszyć, na czym czterech oblało. Gdy już wjechałem do garażu, dowiaduję się, że wynik negatywny. Dlaczego? Otóż, rzekomo wjechałem nie przez linię przerywaną wyznaczoną do wjeżdżania. Jakby to do jasnej cholery miało znaczenie, wjechałem przez ciągła i walnąłem te przeklęte ósemki i to do cholery sprawnie. No ale, pewien przyjaciel z Wawy, jasno mi wytłumaczył czemu to tak się stało, no i nic na to nie poradzę.

Zaraz po tym przeżyłem kastrację moralną. Wyszedłem w ścianę wody i musiałem czekać na autobus. Oczywiście, moje ambicje nie poskąpiły mi wstrzyknąć olbrzymich dawek bólu, prosto w najszersze tętnice w moim ciele, tak żeby się skutecznie rozprzestrzenił po całym ciele, a gdy doszło do rozumu, krew zawrzała , pięść się zacisnęła, zęby zatrzeszczały, dziąsła popękały, włosy zjeżyły, oczy nabrały obłędu. Smak porażki był nie do zniesienia. Roztrzęsiony i cały w furii wracałem do domu. Ogólnie przeżywałem. Pewnie czytając to, myślicie o jakimś dramatyzowaniu, ale tutaj zapewniam, że starałem się odwzorować to co czułem i nie przesadzać. Co mam w zwyczaju rzekomo.

Przeraża mnie, cała gamma negatywnych emocji, która wypływa ze mnie. Złość, zazdrość, zachłanność, egoizm, zmutowana pewność siebie pod postacią megalomanii. Również mógłbym tutaj dorzucić, ambicje dla których dopasowałem jako synonimy słowa “dziecinność” oraz “niedojrzałość”. Znaczy, te emocje zawsze we mnie żyły, jak zapewne w większości z was, ale kiedy zaczynają się rozlewać na płaszczyznę życia towarzyskiego już jest źle. Nie chciałbym widzieć siebie, płaczącego nad gruzami przyjaźni, które tak ciężko mi budować, przeto niewiele ich mam.

Frustracja minęła, mam na wszystko, za przeproszeniem “wyjebane”. Wydaje mi się, że za bardzo przejmowałem się swoim stanem i życiem towarzyskim. Za bardzo się angażuje i mi to nie wychodzi, odpuszczę sobie i będę miał święty spokój, na sercu i w życiu. Tak było najlepiej i chyba będzie do końca.

Overwhelming Frustration

Saturday, October 10th, 2009

Tak tak, przygniata mnie w tym momencie z każdej strony.

Stairways to Heaven

Nie wiem, czy to przez pogodę, bo jak zawsze rzucę wzrokiem przez okno, cieszą się moje oczy jesiennym krajobrazem, nawet jak jest on zasłonięty szarością deszczu. Gdy nie spoglądam przez okno, ani nie zajmuje się niczym produktywnym – zaczynam myśleć. Myśląc zaczynam rozmyślać, a od tego już jest tylko gorzej, bo zastanawiasz się nad wszystkimi porażkami i osądzasz, czy obecne marzenia i nadzieje, nie są iluzją za gęstą mgłą, które również mogą Cię wyprowadzić na pole samotnej zguby i porażki. Gdy zaczyna się wszystko kumulować, czujesz przygnębienie i tytułową frustrację. Jeżeli tego nie uda się stłumić albo rozładować, jest już tylko gorzej. Wszystko zaczyna nabierać gorzkiego smaku, w końcu nie wytrzymujesz i to co Ci się zbierało przez dni, tygodnie, miesiące zaczyna przeciekać przez wargi. Nie wytrzymujesz i czara się przelewa – już masz dość. Jednak, zachowujesz twarz i udajesz że nic się nie dzieje, nie możesz pozwolić żeby sprawy przyziemne złapały twe nogi w biegu i cię uziemiły. Tak więc przeskakujesz nad przeszkodą i brodzisz po kolana w smole, która z krokiem gęstnieje, aż się przewracasz i już cały jesteś tym ubabrany. Jednak brniesz dalej, pomimo że wiesz o swoim końcu, aż osiągasz apogeum i wybuchasz furią. Masz ochotę krzyczeć w niebiosa, tak długo aż sklepienie pęknie i nieboskłon runie – gdyż taki ciężar byłby adekwatny, do tego które nosisz na sercu. Ciężar, dla każdego fatalny, który przynosi zgubę i wystawia na próbę. To jeszcze nie koniec. Musisz jak Atlas nosić ten ciężar sam, albo iść na łatwiznę i liczyć na empatię innych, przy czym należy uważać, żeby nie spuścić ciężaru sobie na nogi, albo stoczyć ten garb uroczy w grupę innych życiowych tytanów.

Young, dumb and Ugly

Że już się uspokoiłem pod kątem swoich literackich ekscesów, mogę normalnie coś napisać.

Dziś miałem ostatnie godziny placyku manewrowego na kategorię A. Nie miałem większych problemów, czasem wyjechałem poza krawędź “ósemeczki”, jak patrzyłem się na przechodzące osoby, albo myślami byłem gdzie indziej. Pełne panowanie na motorze, byle żebym nie podchodził leniwie do sprawy, bo zawalę. Egzamin już w poniedziałek, boli mnie dojazd, bo PKS mam na 5:00 na miejscu będę za 15 i potem kombinuj jak podjechać na podmiejską… Z moim szczęściem, będzie waliło żabami, a jeszcze dodajmy moje przeczucie, to wyjdzie na to że poślizgnę się gdzieś i wpadnę pod tira… potem kto będzie prowadził bloga?

A na domiar złego, jeszcze się za przeproszeniem, wkurwiłem na moje dekadenckie nastroje, właśnie teraz!

Żeby było śmiesznie, dzisiaj pogryzłem moje biurko i są ślady. Zrobię fotę jak będzie lepsze światło z rana.