Archive for November, 2009

Mad Or Passionate?

Monday, November 23rd, 2009

Madafaka at last! Przezwyciężyłem lenistwo i postawiłem tego bloga na poprzedniej maszynie. Niestety, dopóki sam nie załatwię sobie jakiegoś lepszego łącza i podłącze swoją maszynę, będę sobie tak wędrował. Poprzedni host, spotkał się z almighty yogurt of death i padł pod presją jego mleczności.

Już mamy koniec listopada, a ja nie bardzo mam ani ochoty, ani siły na wzmagania majowe, już nie wspominając o braku czasu, a gdy już go mam, bezproduktywnie siedzę i potem zadręczam wzrok, wbijając go w sufit każdej nocy, a przed moimi oczyma fruwają sobie zjawy martwych marzeń. Śmieją się ze mnie! przelatują przed moim nosem, trą o czoło swoimi czarcimi postrzępionymi ogonami i szczują! A mi piana leci z ust! Ja już siły nie mam, żeby wyciągnąć grabie, przeczesać powietrze i zmieść majaki sprzed oczu.

Widzicie co się dzieje z człowiekiem, jak po nocach nie śpi i to bez żadnego konkretnego powodu. Majaczy i mówi do siebie.

Znów w moim życiu nastał okres samotności domowej. Prawdopodobnie święta sam będę spędzał, ale ja to sobie coś wykombinuje. Już mam mnóstwo ofert na gościa wigilijnego, delegacje na pierwszy dzień, a na drugiego pewna ważna osoba się deklarowała, że mnie odwiedzi. Zobaczymy co z tego będzie, mam nadzieje, że odwiedzą mnie duchy świąteczne, bo jak mam znowu mówić sam do siebie przed telewizorem albo przenosić się w bajkowy świat, bo ten wirtualny mi już nie starcza, to mi się nie chce.

Lubie spędzać czas sam. Mianowicie nie do końca sam, bo jest mój kochany króliś! <3 I tak sobie siedzimy razem i tworzymy fantomy wyłaniające się z różnych szpar mieszkania. Patrzą na nas swoimi białymi jak śnieg białkami, obdarzają szerokim ostrym uśmiechem w czasie lotu, z jednego końca pokoju w drugi, pozostawiając gęstą jak smoła smugę, która rozpływa się w eterze.

Lubie czasem podejść do okna i spojrzeć na świat oczami fantazji. Szare niebo przyozdobić o zorze świetliste. Dzień momentalnie zamienić w noc, rozsypać gwiazdę na niebie, powiększyć szary glob, wpuścić mgłę, podsycić trawę, zburzyć z dwa budynki i wstawić drzewa, wyłonić skałę, zalać jeziorem i przeorać rzeką po horyzont.

Tymczasem patrze ukradkiem w książki, na moim biurku, które szybko przywracają mnie do rzeczywistości. Kurtyna opada, przedstawienie się kończy, oklasków nie ma, bo publiczność również fantastyczna.

Codziennie igram z swoją wyobraźnia, ale jak przysiadam do geometrii to jakoś wysiadam…