Archive for January, 2010

Your music | Jackal’s eyes

Thursday, January 21st, 2010

Z dedykacją.

Damn, dawno nie pisałem na blogu. Jakoś nie było okazji, no ale… znalazła się na szczęście.

Miała być nowa szata, jest nowa szata, ale na moim dysku twardym i sobie czeka, aż wyrzucę z niej błędy o charakterze technicznym. W sumie, nic interesującego, ale jak się ma cykliczny i systematyczny tydzień, ciężko cokolwiek wcisnąć między zajęciami. Matura coraz bliżej, a powoli nie wiem jak co do czego się zabrać. Oczywiście wszystko spokojnie… systematyczną pracą można cuda zdziałać.


Wyczerpany po typowo czwartkowym dniu, opieram się o rant biurka, wsłuchując się w linie muzyki sunące przez pokój, mam ochotę umrzeć i rozsypać się i tak sobie leżeć, aż ktoś przyjdzie i poskłada mnie na nowo. Niestety, życie nie jest takie proste i od zmęczenia się nie umiera tak szybko.

W moim chemicznym gaju, zamieszkał nowy pierwiastek. Ulatnia się, opada, wznosi, miesza, reaguje, pochłania i oddaje ciepło, niszczy buduje – zmienia. Biegnę za nim, ale on mi ucieka! Przeczesuje krzaki, wchodzę na korony, kopię w korzeniach. Szukam, widzę! Łapię!

Och.. tyle zamieszania we mnie robisz kruszyno! Czymże jesteś, że taki bałagan robisz?

Żeńskim pierwiastkiem.


Człowiek ostatnio bardzo mnie interesuje. Sposoby jego zachowania w szczególności. Potrafi podejść do Ciebie, złapać za krtań, ścisnąć razem z grdyką tak mocno, aż krew wycieka z oczu i uszu. Cieszy się, gdy też krwią zachlapiesz jego lico, a gdy już ledwo żyjesz, śmieje się i pozostawia na bruku, odchodzi, a ty słyszysz tupanie głuche.

Idziecie ulicą z znaną wam sylwetką, ta sięga do twojego barku, myślisz że chce Cię przygarnąć, objąć, okazać czułość, lecz jedynie co czujesz, to przeszywający ból, wyczarowane ostrze w plecach. Mieszasz się, nie wiesz co zrobić. Spoglądasz na twarz, widzisz uśmiech szeroki jak otwarta brama, automatycznie go odwzajemniasz i to Twój błąd, po chwili postać odchodzi, a Ty idziesz jak ten jeżozwierz przez życie z stalowymi piórami świecącymi w mroku i ciąży Cię, ciąży i ciąży. Myślisz, że wybaczysz i miękniesz, pozwalając głębiej się wsuwać pióropuszowi…

A Ty, jak ten debil, idiota, kretyn, naiwniak pozostawisz ten tępy uśmiech. Z czego się cieszysz imbecylu jeden?! Pozwolisz żeby nogą Cię w ziemię wbijano? posoka własna zalewała? usta brud wypełnił? oczy szczury wyjadły? pies naszczał? robaki zjadły..

A leż! Niech Cię depczą, niech skaczą, niech kości łamią i rozkradają, jak głupi jesteś… tylko przestań się uśmiechać, bo już patrzeć na Ciebie nie mogę…

Po prostu przestań.

Męczysz się tak i wijesz. Nie rozumiesz? Leż tam i umrzyj. Po co wstawać? Po co iść? Lepiej zostań. Ludzie przejdą zignorują, bo taka ich natura, szybko się nudzą. Campo Di Fiori – jak rzymianie wrócą do swoich zajęć. Owoc opadnie, przytoczy się, sprzedawca podejdzie i zabierze sprzed nosa, nawet nie zauważy, a Ty sobie leż i nic nie rób. Odpocznij sobie, niedługo się skończy.. Co Ty robisz? Chyba nie chcesz wstać? Cha cha, przestań się błaźnić i tak zaraz tu wrócisz, taki już jesteś. O! Jak ten chodnik pod Tobą! Niezauważalny, nudny i brudny. Żałosny! Możesz już przestać?Och, ale jesteś uparty..

Dobra, stoisz i co z tego? Gdzie to idziesz? Po co?na co? do kogo?

Niech Ci będzie.

Pierdolenie, bo i tak wstanę.


“(…) podziwiam Cię za cierpliwość.” – by someone really important.