There was a Hole here. Now it’s gone.

There was a Hole here. Now it’s gone.

Nie ma źle, zacząłem męczyć layout, w tym tygodniu a może nawet dziś, będzie widniał. Nie trzeba zaglądać co chwilkę, bo pewnie na statusie gadaczowym będę się chwalił.

Również ruszyłem zakurzony tablet, powstały nowe prace. Muszę stwierdzić, że im starszy jestem to moja percepcja i ogólna uwaga polepsza się, bo jak już mi się zaczęły moje WŁASNE rysunki podobać, to już jest dobrze. A to może dlatego, że teraz mam swoją własną muzę? W każdym razie, jeszcze wam nie pokażę, bo w gruncie rzeczy nie ma co, bo tego wolnego czasu aż tak bardzo nie mam, a jak już mam, to przeważnie są inne priorytety.

Ogólnie, jest dobrze, będzie jeszcze lepiej. Jak to zwykle bywa i jak to zwykle mam w zwyczaju, pracuję nad sobą i wyrzucam z siebie obiektywne wady. Również, nadchodzi dla mnie pozytywny czas, bo czuje jak jesienno-zimowa chandra opuszcza moje ciało i umysł. Co to oznacza? Szymon znów stanie się bardziej energiczny, bardziej pewny siebie, bezwzględny, stanowczy, porywczy i w ogóle, w końcu zachce mu się żyć i przestanie mówić “nie chce mi się nic”. W końcu przestanie wszystkim przesadnie się przejmować, ale nie porzuci tego co ważne.

Nie denerwować mnie, bo się zdziwicie.


01:12 siedzę i słucham panią Sarę McLachlan, która sprawia swoim głosem, że się rozpływał i spoglądam na niebo w poszukiwaniu gwiazd, których nie zastaję, a jedyne świetlistą łunę znad węzła autostrady. Wzięło mnie, jak to w każdą noc na refleksje. Refleksje typowe chyba dla mojego stanu, szczególnie że jest stały w swojej zmienności – uczę się, poznaję dopiero, pomimo że wiem.

Odchylam głowę i sobie wyobrażam wirujący nieboskłon, przypomina ruch moich myśli w głowie, krążą głównie wokoło jednego celu, od czasu do czasu wystrzelą jakąś kometą. Obiekt  reaguje i dzieje się kosmiczna chemia.. Budzi się kreatywność, rozum dojrzewa, wyrastają skrzydła, serce przyspiesza, łączą się ogniwa przywiązania.. czuje się jak w magicznym kotle, tylko do ognia samemu nie można dorzucić, ktoś musi pomóc żeby ogień nie zgasł, a woda wrzała.


Nie tak dawno przekonałem się, jak to bardzo potrzebuję człowieka, chociażby tylko po to, żeby na kogoś innego się wkurzać. Doświadczałem izolacji przez dwa dni, leżąc w swoim łóżku, czasem trzymając laptopa na kolanach. Gdy czujecie jak głowa wam pęcznieje oraz jak krew przez nią przechodzi, jest to uczucie nie do zniesienia. Nikomu tego nie życzę. Co było przyczyną? nie mam pojęcia, bolało i tyle.

Leżąc tak, gapiąc się wyłącznie w sufit, gdyż oczy nie zamykają się z bólu, bądź to z braku zmęczenia(a się nie przymusisz), zaczynasz zauważać, jak wiele ciszy potrafi się wokoło Ciebie wytworzyć. Wszyscy w pracy, w szkole, na zakupach, telewizory powyłączane(niby dobrze), nie słyszysz sąsiada jak wchodzi na mało przyzwoite strony, zapominając, że wcześniej słuchał głośnego techno… kompletnie nic. Cicho.

Cicho aż boli, czujesz wyłącznie biały szum który generuje otoczenie. Normalnie nie zwracasz uwagi, ponieważ zawsze masz co robić, czym zająć myśli, a kiedy koncentrujesz się na okresowym, pulsującym czuciu wewnątrz czaszki, nawet takie nic nieznaczące zakłócenie stwarza problem.

Nie chce trafić do izolatki kiedykolwiek, myśli same mnie zabiją.


Kto odpowie?

Jak nazywa się to uczucie, kiedy oddajesz drugiej osobie moc, dzięki której może Ciebie zranić straszliwie, w nadziei  że tego nie zrobi?

4 Responses to “There was a Hole here. Now it’s gone.”

  1. panna R. says:

    w drugiego człowieka nigdy nie powinno się bezgranicznie ufać. I nigdy przenigdy nie dawać możliwości by Cię zranić, gdyż wykorzysta to nie raz.

    Ps. o tej porze się śpi!

  2. agat says:

    powiedziałabym, że nie uczucie, a po prostu cecha człowieka. naiwność ;)

  3. S. says:

    kochanie, znowu zasiały się w Tobie jakieś wątpliwości?
    żadnego zrani.
    i przestań ciągle o tym myśleć. ;*

  4. mru says:

    życie pod kloszem, ewentualnie zostanie czyimś kapciem. czy też naiwność, jak agat napisała. : )

Leave a Reply